Nie
chcę wsiadać za kierownicę, ale nie mam innego wyjścia. Mamy wynajęty samochód
i nie będziemy szukać przystanku autobusowego. Zatem wsiadam do auta, w którego
środku unosi się woń spalonego ebonitu. Strasznie śmierdzi. Nie chcę myśleć, co
będzie się działo, kiedy przyjdzie nam zwrócić samochód. Ale to dopiero za 7 dni.
Jedziemy
do posiadłości, którą wczoraj mijaliśmy w drodze z Plymouth. Ja jej nie
widziałam, ale w ogóle nie widziałam niczego poza drogą i mijającymi mnie
samochodami. które w mojej chorej wyobraźni jechały, jakby chciały zderzyć się
ze mną czołowo. Bardzo przeżywam prowadzenie samochodu w ruchu lewostronnym.
Myślałam, że będzie lepiej, a jest naprawdę bardzo źle. Wjechaliśmy do wąwozu.
Może fakt, że jesteśmy z lewej strony drogi, wciśnięci w żywopłot, z którego
jest on utworzony nie ma większego znaczenia. Gdybyśmy byli z prawej strony,
tak samo musielibyśmy przysunąć się do boku wąwozu. Wąwóz jest
"cudowny". Nie dość, że wąski, to jeszcze ma "talię" -
zwęża się w środku. Krzaki rysują karoserię. Michał piszczy, bo boi się, że
każą nam zapłacić za szkody, a ja sobie w duchu gratuluję zapobiegawczości. Na
całe szczęście, mam zasadę i zawsze wykupuję pełne ubezpieczenie. Tym razem
przypomniałam sobie o nim już po zapłaceniu za wynajem, ale pozwolono mi za niego
dopłacić, dzięki czemu jeszcze nie zwariowałam ze strachu. Może nie będzie tak źle.
Posiadłość
Antony Estate nie znajduje się daleko od miejsca naszego pobytu, więc na początek
to całkiem łagodne ćwiczenia z jazdy po złej stronie drogi, z kierownicą po
złej stronie samochodu. Obok siedzi Justyna i jak mantrę powtarza:
"Pamiętaj, jedziesz lewą stroną. Na parkingu objedź samochody z lewej
strony".
Nagrodą
za jazdę przez wąwóz są tutejsze widoki. Antony Estate to przepiękna, typowo
angielska XVIII-wieczna posiadłość, rodem wyjęta z powieści Jane Austen. Moja
wyobraźnia, która kazała mi wierzyć, że każdy samochód jadący z naprzeciwka
jechał wprost na mnie jest teraz trochę czymś innym zajęta. Wyobrażam sobie, że
przechodzą tędy Elizabeth Bennet i Pan Darcy, którzy ożyli dzięki Jane Austen i
wyszli z kart powieści "Duma i uprzedzenie".
Antony
Estate było również miejscem, w którym kręcono zdjęcia do przeboju filmowego "Alicja
w Krainie Czarów" Tima Burtona.
Tutejsza
posiadłość ma bogatą historię. Należała do rodziny, której mężczyźni walczyli w
angielskiej wojnie domowej. Dla niewtajemniczonych: wojna domowa w Anglii,
nazywana też rewolucją angielską była serią trzech wojen domowych oraz wielu walk
pomiędzy parlamentarzystami i rojalistami w latach 1642 - 1651.
Parlamentarzyści buntowali się przeciw królom: Karolowi I i Karolowi II. W tym
czasie Oliver Cromwell, najważniejsza postać wojny domowej, uznany za jednego
ze stu najwybitniejszych Brytyjczyków zniósł ustrój monarchiczny. Król Karol I
Stuart został postawiony przed Najwyższym Trybunałem Sądowym i ścięty 30
stycznia 1649 roku. Republika została ogłoszona 19 maja 1649 roku.
Możemy
w tej historii znaleźć także polskie akcenty. Oliver Cromwell był nieprzychylny
Polsce ze względu na nasz katolicyzm i ustrój demokracji szlacheckiej. Namawiał
protestanckiego króla Szwecji Karola X Gustawa, "by utrącił róg"
(Polskę) "na głowie bestii" (Kościoła katolickiego) i bezpośrednio przyczynił
się do najazdu szwedzkiego na Rzeczpospolitą w 1655 roku, czyli do potopu
szwedzkiego.
Przechodzimy
do dworu. Wokoło nas jest przepięknie. Posiadłość należy do 13. baroneta
(najwyższy stopień wśród niższej szlachty angielskiej) Sir Richarda Carew Pole,
który wraz z żoną Lady Carew Pole wciąż tu mieszkają. W dzień udostępniają swój
dom zwiedzającym, zresztą robi tak większość właścicieli zabytkowych
posiadłości. Anglików nie krępuje kręcenie się po prywatnych pokojach obcych w
sumie ludzi. Znalazłam kiedyś w przypiskach we wspomnianej przeze mnie książce
"Duma i Uprzedzenie" informację, że w XVIII-wiecznej Anglii każdy,
kto chciał, mógł pod nieobecność domowników zwiedzić dwór, pałac, zamek. W ten
sposób służba dorabiała sobie i nie było to niczym dziwnym, ani nietaktownym.
Kręcimy
się po domu. Oglądamy sypialnie, bawialnie, łazienki, w których wanny i toalety
są bardzo zniszczone i wcale nie wyglądają na zabytkowe. Najwyżej mogą
pochodzić z lat 50. ubiegłego wieku. Chociaż coś, co ma 65 lat może już być
zakwalifikowane jako zabytek.
Uwagę
naszą przykuwa kolekcja portretów Sir Joshuy Reynoldsa i bardzo znany portret
króla Karola I podczas procesu przed Najwyższym Trybunałem Sądowym. Poza
łazienką, która nie powinna być jednak udostępniania zwiedzającym, by nie stanowić
antyreklamy pozostałe pomieszczenia są bardzo interesujące pod względem
historycznym. Znajdują się tu bowiem meble z epoki, stare tapety i obicia.
Dom zbudowany
jest ze srebrno-szarego kamienia i otoczony przepięknym ogrodem, w którym rosną
różnokolorowe rośliny: rododendrony, azalie, magnolie i kamelie. Znajduje się tu
kolekcja liliowców, są topiary i współczesne rzeźby. Ogród należy do Carew Pole Gardens
Trust.
Lady
Carew Pole była dwórką księżnej Anny. Sir Richard Carew Pole pełni bardzo dużo
funkcji: jest, m.in. deputy lieutenant (w bezpośrednim tłumaczeniu: podporucznik) hrabstwa Kornwalii, komandorem Orderu
Imperium Brytyjskiego, członkiem zarządu Tate Gallery, Pilgrim Trust i Eden
Project (pojedziemy tam za kilka dni), rządcą Gresham`s School i prezesem
Cornwall Gardens Trust.
Zwiedziliśmy
dwór i zastanawiamy się, co robić dalej. Ja chcę zobaczyć ogród, chociażby po to,
by odwlec moment, kiedy będę musiała wsiąść ponownie "za kółkiem".
















