Parada Równości, do której przygotowania obserwowaliśmy przez okna podczas śniadania przeszła ulicami Berlina. Rozpoczęła się przy Kurfurstendamm, gdzie mieszkamy, a wielka impreza, która jest jej zwieńczeniem nadal trwa przy Bramie Brandenburskiej.
Było głośno i kolorowo, prowokująco i radośnie. Były Anioły, Damy w Czarnym Welonie i Różowe Pantery. Uczestnicy uczcili zalegalizowanie przez USA we wszystkich stanach małżeństw tej samej płci.
Parada Równości w Berlinie nazywana jest Christopher Street Day. Nazwa ta odwołuje się do wydarzeń Stonewall - zamieszek na tle dyskryminacji mniejszości seksualnych, które rozegrały się w 1969 roku w Nowym Jorku. Nazwa pochodzi od ulicy, przy której znajdował się pub dla gejów - Christopher Street w Greenwich.
Do tej pory widzieliśmy trzy parady równości, pierwszą w Barcelonie. Był czerwiec 2010 roku. Właśnie dojechaliśmy do hotelu, który jest położony w znakomitym punkcie La Rambla, dwadzieścia pięć kroków od wyjścia z metra i dosłownie za rogiem Gran Teatre del Liceu. Byłam bardzo zadowolona, że udało mi się znaleźć nocleg w tak dobrym punkcie. Od razu zachciało nam się wyjść na miasto. Kiedy znaleźliśmy się już na ulicy, od strony Placu de Catalunya nadciągał korowód przebierańców z fantazyjnymi fryzurami i rysunkami na całym ciele. Wszędzie widać było transparenty, głoszące hasła równości seksualnej. Słychać było klaksony pojazdów, dźwięk muzyki, głosy osób, krzyczących przez megafony. Parada równości – wydarzenie, które umknęło mojej uwadze, kiedy przygotowywałam nasz wyjazd do Barcelony. Korzystając z okazji, postanowiłam wytłumaczyć mojemu synowi, czym jest „tolerancja”. Tolerancja również dla odmienności seksualnej. Kiedy „rozwinęłam skrzydła”, przekonując go o potrzebie poszanowania bliźniego, dla którego czym innym jest norma, ale w dalszym ciągu jest on człowiekiem, zauważyłam, że coś przykuło uwagę mojego syna. Stałam plecami do nadciągającej parady, twarzą byłam zwrócona w stronę kolumny Krzysztofa Kolumba. Parada jakby wychodziła zza moich pleców. Nagle ku mojemu przerażeniu zobaczyłam pojazd z odkrytą platformą, na której siedzieli lub stali kompletnie nadzy ludzie, którzy prezentowali w całej okazałości swoje przyrodzenie. Orgy Bus. Moje zaskoczenie trwało sekundę. W mgnieniu oka wepchnęłam mojego dwunastoletniego wówczas syna do sklepu, przy którym staliśmy. Był to sklep z akcesoriami klubu piłkarskiego Barcelony – jego ulubionego zespołu. Rzuciłam tylko: „Możesz kupić, co zechcesz, za wszystko zapłacę, tylko masz tu być, dopóki Cię nie zawołam”. Wyszłam ze sklepu, by sprawdzić, jak daleko odjechał autobus, którego widok mógł namieszać w głowie nastolatka. Sama przed sobą przyznałam się, że przesadziłam z wykładem o tolerancji. Dwunastoletni chłopiec jest na to jeszcze za mały. Do tej pory mój syn wspomina jedyną szansę naciągnięcia matki na wykupienie całego asortymentu i to dzięki „tym miłym ludziom”.
Później był lipiec 2012 - parada w Londynie. Po raz kolejny dałam się zaskoczyć i nie wiedziałam, że przez ulicę, na której chciałam zrobić zakupy będzie przechodzić Pride Parade. Moje dziecko poprosiło o to, bym je znów wepchnęła do sklepu i pozwoliła na zakupy. Tym razem wybrał sobie sklep Ferrari. Został "zabity" przez babcię wzrokiem, a ja stwierdziłam, że jest już o dwa lata starszy, więc parada aż tak bardzo nie namiesza mu w głowie.
Oglądając zdjęcia z tych trzech miejsc, widzę, jak wyrósł mój syn.
Tu w wieku 12 lat w Barcelonie.
Tu w wieku 14 lat w Londynie.
A to zdjęcia, zrobione dziś - Michał w wieku 17 lat.
Musieliśmy opuścić imprezę, ponieważ Michał był ciągle zaczepiany. Taki chudy i długi młodzieniec jest idealnym obiektem, niestety :(
Dziś również mój syn zaproponował, że może skorzystać z moich kart kredytowych. Chciał, bym go wepchnęła do "świątyni" Apple`a. Niestety i tym razem nie dałam się naciągnąć. Wszedł zatem z własnej woli.
Finał pod Bramą Brandenburską - zrobiono taki bałagan, że służby zaczęły sprzątać już w trakcie imprezy.
Na scenie przemawiał człowiek. Nie rozumiem zbyt dobrze niemieckiego, bo nigdy nie uczyłam się tego języka, ale momentami miałam wrażenie, że przemawia Hitler. Podobny ton głosu. Z tego, co zrozumiałam, piąte przez dziesiąte, to chyba krytykował Angelę Merkel, a na piedestale stawiał Erikę Steinbach, ale może było na odwrót.
Impreza pod Bramą Brandenburską zakończyła się dwadzieścia minut temu. Dobranoc :)