sobota, 27 czerwca 2015

Nach Berlin - Anioły, Damy w czarnym welonie, Różowe Pantery

Parada Równości, do której przygotowania obserwowaliśmy przez okna podczas śniadania przeszła ulicami Berlina. Rozpoczęła się przy Kurfurstendamm, gdzie mieszkamy, a wielka impreza, która jest jej zwieńczeniem nadal trwa przy Bramie Brandenburskiej. 

Było głośno i kolorowo, prowokująco i radośnie. Były Anioły, Damy w Czarnym Welonie i Różowe Pantery. Uczestnicy uczcili zalegalizowanie przez USA we wszystkich stanach małżeństw tej samej płci.






Parada Równości w Berlinie nazywana jest Christopher Street Day. Nazwa ta odwołuje się do wydarzeń Stonewall - zamieszek na tle dyskryminacji mniejszości seksualnych, które rozegrały się w 1969 roku w Nowym Jorku. Nazwa pochodzi od ulicy, przy której znajdował się pub dla gejów - Christopher Street w Greenwich. 


Do tej pory widzieliśmy trzy parady równości, pierwszą w Barcelonie. Był czerwiec 2010 roku. Właśnie dojechaliśmy do hotelu, który jest położony w znakomitym punkcie La Rambla, dwadzieścia pięć kroków od wyjścia z metra i dosłownie za rogiem Gran Teatre del Liceu. Byłam bardzo zadowolona, że udało mi się znaleźć nocleg w tak dobrym punkcie. Od razu zachciało nam się wyjść na miasto. Kiedy znaleźliśmy się już na ulicy, od strony Placu de Catalunya nadciągał korowód przebierańców z fantazyjnymi fryzurami i rysunkami na całym ciele. Wszędzie widać było transparenty, głoszące hasła równości seksualnej. Słychać było klaksony pojazdów, dźwięk muzyki, głosy osób, krzyczących przez megafony. Parada równości – wydarzenie, które umknęło mojej uwadze, kiedy przygotowywałam nasz wyjazd do Barcelony. Korzystając z okazji, postanowiłam wytłumaczyć mojemu synowi, czym jest „tolerancja”. Tolerancja również dla odmienności seksualnej. Kiedy „rozwinęłam skrzydła”, przekonując go o potrzebie poszanowania bliźniego, dla którego czym innym jest norma, ale w dalszym ciągu jest on człowiekiem, zauważyłam, że coś przykuło uwagę mojego syna. Stałam plecami do nadciągającej parady, twarzą byłam zwrócona w stronę kolumny Krzysztofa Kolumba. Parada jakby wychodziła zza moich pleców. Nagle ku mojemu przerażeniu zobaczyłam pojazd z odkrytą platformą, na której siedzieli lub stali kompletnie nadzy ludzie, którzy prezentowali w całej okazałości swoje przyrodzenie. Orgy Bus. Moje zaskoczenie trwało sekundę. W mgnieniu oka wepchnęłam mojego dwunastoletniego wówczas syna do sklepu, przy którym staliśmy. Był to sklep z akcesoriami klubu piłkarskiego Barcelony – jego ulubionego zespołu. Rzuciłam tylko: „Możesz kupić, co zechcesz, za wszystko zapłacę, tylko masz tu być, dopóki Cię nie zawołam”. Wyszłam ze sklepu, by sprawdzić, jak daleko odjechał autobus, którego widok mógł namieszać w głowie nastolatka. Sama przed sobą przyznałam się, że przesadziłam z wykładem o tolerancji. Dwunastoletni chłopiec jest na to jeszcze za mały. Do tej pory mój syn wspomina jedyną szansę naciągnięcia matki na wykupienie całego asortymentu i to dzięki „tym miłym ludziom”.




                                              

Później był lipiec 2012 - parada w Londynie. Po raz kolejny dałam się zaskoczyć i nie wiedziałam, że przez ulicę, na której chciałam zrobić zakupy będzie przechodzić Pride Parade. Moje dziecko poprosiło o to, bym je znów wepchnęła do sklepu i pozwoliła na zakupy. Tym razem wybrał sobie sklep Ferrari. Został "zabity" przez babcię wzrokiem, a ja stwierdziłam, że jest już o dwa lata starszy, więc parada aż tak bardzo nie namiesza mu w głowie. 






Oglądając zdjęcia z tych trzech miejsc, widzę, jak wyrósł mój syn.



Tu w wieku 12 lat w Barcelonie.


Tu w wieku 14 lat w Londynie.


A to zdjęcia, zrobione dziś - Michał w wieku 17 lat.

Musieliśmy opuścić imprezę, ponieważ Michał był ciągle zaczepiany. Taki chudy i długi młodzieniec jest idealnym obiektem, niestety :( 

Dziś również mój syn zaproponował, że może skorzystać z moich kart kredytowych. Chciał, bym go wepchnęła do "świątyni" Apple`a. Niestety i tym razem nie dałam się naciągnąć. Wszedł zatem z własnej woli.


  


Finał pod Bramą Brandenburską - zrobiono taki bałagan, że służby zaczęły sprzątać już w trakcie imprezy. 

Na scenie przemawiał człowiek. Nie rozumiem zbyt dobrze niemieckiego, bo nigdy nie uczyłam się tego języka, ale momentami miałam wrażenie, że przemawia Hitler. Podobny ton głosu.  Z tego, co zrozumiałam, piąte przez dziesiąte, to chyba krytykował Angelę Merkel, a na piedestale stawiał Erikę Steinbach, ale może było na odwrót. 

                                      

Impreza pod Bramą Brandenburską zakończyła się dwadzieścia minut temu. Dobranoc :)

                                     

                                                

                                                

Nach Berlin - Checkpoint Charlie

Wreszcie dotarliśmy do Checkpoint Charlie. Miejsce to cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Pełno tam turystów. Mogliśmy przez chwilę poczuć, jakbyśmy cofnęli się w czasie. 





Koło dawnego przejścia granicznego jest wystawa Checkpoint Black Box - taka "czarna skrzynka" z tamtych lat. Tym razem odpuściliśmy sobie Muzeum Muru Berlińskiego i panoramę. Obejrzymy je sobie następnym razem. Będziemy tu przyjeżdżać pomimo, że nas okradziono dziś w metrze.  






Wystawa Checkpoint Black Box może nie jest ogromna, ale zawiera bardzo dużo filmów archiwalnych z okresu zimnej wojny. Warto je zobaczyć, bo to unikatowe zdjęcia. 


Chcieliśmy zobaczyć Book Burning Memorial, czyli miejsce, w którym 10 maja 1993 roku naziści spalili dzieła twórców i naukowców, którzy byli postrzegani jako zagrożenie dla nazistowskiej ideologii. Niestety Berlin "szykuje się" do lata i w niektórych miejscach prowadzone są prace remontowe. Book Burning Memorial znajduje się na terenie, objętym pracami modernizacyjnymi.



Jutro już wyjeżdżamy, a dziś jeszcze pójdziemy na imprezę Pride Parade pod Bramę Brandemburską. Na całe szczęście deszcz tylko kropi. Mam nadzieję, że nie rozpada się na dobre. 






Nach Berlin - Pickpockets in Berlin`s Ubahn

Dziś Berlin trochę mniej mi się podoba. Okradziono nas w metrze. Chyba tam, bo zorientowaliśmy się, że nie mamy portfela po wyjściu z Hard Rock Cafe. Wróciliśmy, żeby sprawdzić, czy tam nam nie wypadł, ale nigdzie go nie było. Musiała go ukraść współpasażerka w kolejce Ubahn, koło której siedzieliśmy. Dziewczyna strasznie wymachiwała gazetą, pewnie po to, by odwrócić uwagę od torby i tego, co robiła. Bilans strat: karty kredytowe, karta do bankomatu, 100 euro, dowód osobisty i prawo jazdy. No, i karta magnetyczna do drzwi do pokoju hotelowego, za którą przyjdzie nam zapłacić. Takie są uroki korzystania z komunikacji zbiorowej :(

Nach Berlin - Pride Parade

I znów nie przygotowałam się porządnie do wyjazdu. Po raz trzeci. Pierwszy raz w Barcelonie, drugi raz w Londynie, a trzeci raz teraz w Berlinie. Za każdym razem przegapiam informację w Internecie o paradzie równości. Usiedliśmy dziś w czasie śniadania przy oknie i naszą uwagę przykuły ciężarówki ze sprzętem dźwiękowym PA. Parada przejdzie dziś koło naszego hotelu aż do Bramy Brandemburskiej, gdzie odbędzie się wielka impreza. Te bramki i krzesła, które wczoraj widzieliśmy najwyraźniej były już gotowe na pride parade. Idziemy dziś pod bramę, choćby miało lać jak z cebra. 

Mój syn ma już 17 lat. Kiedy był na pierwszej paradzie, miał 12 lat. Wtedy wepchnęłam go do sklepu z gadżetami jego ulubionej drużyny piłkarskiej FC Barcelony. Pozwoliłam mu na zakupy, ale pod warunkiem, że nie wyjdzie ze sklepu aż do odwołania. Zadziałałam tak, ponieważ nadjechał orgy bus, w którym wszyscy byli kompletnie nadzy. Bałam się, że ich widok może namieszać Michałowi w głowie. Dziś mój syn jest o 5 lat starszy, rozumie wszystko i może bezpiecznie patrzeć na takie scenki. Jest zdeklarowanym hetero, więc mogę być o niego spokojna. 



      

piątek, 26 czerwca 2015

Nach Berlin - Efekt WOW!!!

Nie myślałam, że kiedyś to powiem: "Berlin jest bardzo ładnym i ciekawym miastem". Moje myślenie o Berlinie było bardzo sztampowe. Ja w zasadzie Berlina nie znałam. Byłam tu dwa razy, dosłownie na chwilę. Nie chciałam go poznawać. Dla mnie to było miasto, które kojarzyło się z obciachem, hufcami pracy w NRD i młodzieżą z chustami na szyi. Tymczasem to, co dziś zobaczyłam zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To był efekt "WOW!!!". Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zawitałam w Berlinie, który przecież położony jest niecałe sto kilometrów od polskiej granicy. A dokładniej dzięki kapeli AC/DC, której koncert był powodem naszego wyjazdu, mogliśmy odkryć miejsce, które jest "tuż za rogiem". Wiadomo, za rogatki własnego miasta i do ościennego kraju jest najdalej, dalej niż na koniec świata. 

Widać, że Berlin jest miejscem, w które zainwestowano ogromne sumy pieniędzy, by je oczyścić z pozostałości po poprzedniej epoce. To się czuje. Dzięki temu miasto wygląda jak światowa metropolia. Mój syn co chwila wzdycha na widok kolejnego niebotycznie drogiego samochodu i powtarza: "Mógłbym tu pracować. Którego Polaka stać na zakup takiego auta? Tu chyba wszystko jest tańsze."

Uważam, że Niemcy bardzo dobrze sobie radzą z historycznym bagażem, jakim jest dla nich cały okres podziału kraju na dwa państwa. Dziś byliśmy przy murze berlińskim na Placu Poczdamskim, który pamiętam, jak przez mgłę. Mój syn stoi w miejscu, w którym kiedyś mój ojczym zaparkował samochód. Czekaliśmy wtedy na moją przyrodnią siostrę, która wracała od swojej mamy ze Szwajcarii. Zaparkowaliśmy auto za namalowaną na jezdni kreską, która otaczała mur. Nie wolno jej było przekraczać. My przekroczyliśmy i była afera z milicją w roli głównej. Tuż obok jest wejście na Dworzec Potsdamer Platz. Nie pamiętam dokładnie, ale Ania, po którą pojechaliśmy nie do końca legalnie wysiadła z pociągu. Chyba powinna była wysiąść w Berlinie Zachodnim, a przejechała do Wschodniego, bo my tam na nią czekaliśmy. Ale przedarła się do nas i to było wtedy najważniejsze.  








Byliśmy dziś jeszcze przy Bramie Brandenburskiej. To bardzo kultowe miejsce, znane m.in. z koncertów. Dziś też na Pariser Platz stały bramki i krzesła, gotowe na kolejną masową imprezę. Chcieliśmy zobaczyć Bramę wieczorem, ale rozpadało się na dobre. Może jutro pogoda będzie lepsza. Oświetlona Brama Brandenburska wygląda na zdjęciach zjawiskowo. 





Na Pariser Platz zobaczyliśmy rożne konie w różnym wieku: i te żywe, i mechaniczne. Mój syn zapytał, czy ten pojazd to jest ta błyskawica szos, którą jego dziadek wygrywał zawody. Chodzi - oczywiście - o Trabanta - na zdjęciu u dołu,



Metro w Berlinie nie jest najlepiej oznakowanym metrem na świecie, choć palmę pierwszeństwa dzierży metro nowojorskie. I choć informacji trzeba tu szukać, to niektóre stacje są naprawdę designerskie.





Jutro reszta zwiedzania. Muszę przygotować trasę. I będę się modlić o lepszą pogodę. A poniżej kilka fotek Placu Poczdamskiego. Dobranoc :)