-
No
i jak się spało? Przyjemny szum oceanu? – pytam mamę, bo sama bym chciała spać
w jej pokoju.
-
Przyjemny?
To nie jest szum, tylko huk. Nie wiem, o której zasnęłam, ale musiałam zakryć
głowę poduszką.
Klimatyzacja
w mieszkaniu wydaje dźwięki jak traktor, jest bardzo przedpotopowa i na pewno
mniej przyjemna od huku fal. Stąd otwarte na noc okna. Ja i Michał otworzyliśmy
w sypialni szklane żaluzje umieszczone w ścianie, drzwi do przedpokoju i
drewniane żaluzje w drzwiach frontowych. Było chłodno, przyjemnie. Nawet nie
było dużego przeciągu.
Wczoraj
kłóciłam się z mamą o to, która z nas będzie spać od strony wybrzeża. Ja
naprawdę bardzo chciałam. Teraz również nie ma z nią rozmowy. Podobno nie
wytrzymałabym pięciu minut. Jestem na nią obrażona. To po to przyleciałam na
Hawaje, żeby spać od strony klatki schodowej?
Fale
na Hawajach mogą być wysokie na 15 metrów (50 stóp). Kiedy osiągają ponad 6
metrów (20 stóp), organizowane są zawody The
Eddie. Wszyscy fani surfingu jadą wtedy na północne wybrzeże O`ahu (North
Shore) nad zatokę Waimea (Waimea Bay), żeby podziwiać prawdziwych surferów.
Po
raz pierwszy zawody zostały zorganizowane w 1985 roku na cześć Eddiego Aikaua,
który już za życia stał się legendą wśród surferów. Pływał fantastycznie, im
fale były wyższe, tym on sobie radził lepiej. Był pierwszym ratownikiem,
którego zatrudniły władze miasta i hrabstwa Honolulu (City & County of
Honolulu) do pracy na północnym wybrzeżu (North Shore). Na jego służbie nikt
nie utonął. Uratował wielu ludzi.
Gdy
miał 16 lat, opuścił szkołę. Zatrudnił się w zakładach przetwórstwa ananasów
firmy Dole. Za pieniądze z pierwszej wypłaty kupił deskę i postanowił
realizować swoją pasję. Miał strzec plaż od miejscowości Sunset do Haleiwa. W
1971 zdobył tytuł „Ratownika Roku”.
W
1978 roku towarzystwo podróżnicze the Polynesian Voyaging Society poszukiwało
chętnych, którzy wzięliby udział w 30-dniowej wyprawie szlakiem
Polinezyjczyków, migrujących przed wiekami pomiędzy Hawajami a Tahiti. Trasę
zaplanowana na 2.500 mil (4.000 km). 31-letni wtedy Aikau był członkiem
wyprawy. 16 marca 1978 roku łódź Hokule`a oddaliła się od wysp hawajskich. Dno
w jednym z canoe zaczęło przeciekać, a następnie przewróciło się do góry dnem.
Miało to miejsce 12 mil (19 km) od wybrzeży wyspy Molokai. Eddie Aikau w
poszukiwaniu pomocy popłynął na desce do surfowania w kierunku wyspy Lanai.
Rozbitkowie, którzy pozostali w miejscu katastrofy zostali uratowani przez
załogę statku U.S. Coast Guard Cutter Cape Corwin. Po Eddie`m słuch zaginął.
Podobno zdjął kamizelkę ratunkową, bo przeszkadzała mu w surfowamiu.
W
1985 roku postanowiono zorganizować zawody w zatoce Waimea, w czasie których
surferzy mieli pływać na wysokich falach. Były one wtedy tak wysokie, że
zakazano pływania. Surfer Mark Foo upierał się, żeby zawody przeprowadzić. Powiedział,
że „Eddie would go” (Eddie by wypłynął). Prawie 30 lat później powiedzenie to
stało się kultowe. „Eddie would go” widnieje na koszulkach, tablicach
rejestracyjnych, banerach i przydrożnych płotach. Znaczy tyle: „Jeśli Eddie by
to zrobił, zrobię to i ja”.
Zawody
The Eddie są organizowane nieregularnie, ponieważ nie co roku zdarzają się
odpowiednio wysokie fale.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz