piątek, 12 czerwca 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Moje dziecko robi robalowi na przemian saunę i kriokomorę

Moje dziecko ponownie wzięło się za hawajskie autostrady. Teraz faktycznie przyznaję mu rację. Ktoś, kto nazwał tę drogę Highway to Hana był albo pijany, albo niepoczytalny. Przecież wystarczyłaby nazwa Road to Hana i nikt by nie pękał ze śmiechu.

Widoki za to są przepiękne. Po lewej stronie widzimy kanał i porośnięte roślinnością góry na drugim brzegu, po prawej co i rusz napotykamy wodospady: mniejsze i większe. Podobno miejscowość Hana niczym się nie wyróżnia, warto do niej pojechać właśnie dla tych widoków za oknem. W sierpniu 2000 roku Prezydent Bill Clinton nadał tej drodze nazwę „Hana Millenium Legacy Trail” (Milenijny Szlak Dziedzictwa), a rok później została ona wprowadzona do National Register of Historic Places (Narodowy Rejestr Miejsc Historycznych).

Miejscowość Hana, odizolowana od świata jest podobno ostatnim niezmienionym przez człowieka tropikalnym rajem. Poruszanie się samochodem po Highway to Hana wymaga rzeczywiście cierpliwości i czujności kierowcy, dlatego co chwila się zatrzymujemy, bym i ja mogła bezpiecznie podziwiać widoki i wodospady, obok zachodów słońca największą na wyspach atrakcję. Nie wiem, ilu turystów decyduje się jechać 85 km przez 2,5 godziny, bo podobno tyle czasu zajęłoby nam dojechanie do Hany, gdybyśmy nie robili sobie przystanków.

Ponownie wsiadamy do samochodu. Po drodze pokonamy 620 zakrętów, 59 mostów, z których 46 jest jednokierunkowych. Z tego powodu wleczemy się, ale naprawdę na „autostradzie” do Hany są wiecznie ograniczenia, przeważnie do … UWAGA! – ośmiu mil na godzinę (12.8 km/h) i co chwila odbywa się ruch wahadłowy. Muszę uważać na samochody, jadące z naprzeciwka. Jeśli one pojawią się wcześniej w polu widzenia, to ja niestety muszę czekać na swoją kolej. I w ten sposób muszę pokonać w sumie 46 mostków. „Rewelacja”!

W przewodniku przeczytałam – na całe szczęście dziś rano – że droga do Hany jest bardzo niebezpieczna i każdy, kto korzysta z wynajętego samochodu powinien poinformować o planowanej wycieczce agencję wynajmu. Piszę „na całe szczęście”, bo jeszcze – nie daj, Boże! – zdradziłabym swoje plany i musiałabym dopłacić do ubezpieczenia.

Zatrzymujemy się w zatoczce. Nauczeni doświadczeniem zabraliśmy z domu jedzenie. Do tej pory nie natknęliśmy się na żadną knajpkę. Prawdę mówiąc, w tej scenerii naprawdę trudno byłoby wygospodarować teren pod punkt usługowy. Przed wyjazdem zrobiłam farfalle z sosem pesto z orzechami Macadamia. Zjemy szybko i jedziemy dalej. Rozdaję talerze pełne potrawy, daję mamie i Michałowi po puszce Dr Peppera, dla siebie mam napój dietetyczny. Wtem słyszę krzyk, wrzask, szamotaninę. Podskakuję do drzwi od strony pasażera i widzę, jak wielki, piękny robak w kolorze pomarańczowo-czerwonym wspina się po ich wewnętrznej stronie. Co się okazuje: zwabił go Michała makaron z sosem pesto. Pierwszy raz w czasie naszego urlopu na Hawajach zobaczyłam robaka, czyli one jednak się czają za rogiem.

Robak wpadł do klimatyzacji. Mama proponuje, żebyśmy zużyli trochę MUGGI DEET, opryskując nią wloty do klimatyzatora. Bardzo szybko zaczyna śmierdzieć preparatem, zwłaszcza że moje dziecko wpadło na pomysł i robi robalowi na przemian saunę i kriokomorę. Zmienia szybko temperaturę od minimum do maksimum. Ciekawa jestem, czy robak przetrzyma te zabiegi, bo ja za chwilę „odjadę”. Zaczyna mnie boleć głowa i jest mi słabo.

- Otwórz klimatyzację – proponuje mama.


Otwieram ją. „Pijany” pomarańczowo-czerwony robal wychodzi i dostaje ode mnie w głowę patykiem, który wcześniej zgarnęłam z pobocza. Spada on na ziemię, turla się pod podwozie, a my odjeżdżamy z piskiem opon. Otwieramy okna, bo trzeba wywiać ten smród z samochodu. 

Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz