- O, jest informacja o skale, której szukaliśmy.
Napis
umiejscowiony jest na ogrodzeniu przy drodze w taki sposób, że trudno go
zauważyć. Muszę zostać w samochodzie, bo nie ma tu parkingu. Moja rodzina
wychodzi podziwiać cud natury. Ja obejrzę go sobie później w aparacie
fotograficznym.
Trochę
mniej pada. Zjedziemy z gór nad wybrzeże, żeby poleżeć sobie na plaży, choć
ręczniki mamy kompletnie mokre.
-
Jak to jest profil Kennedy`ego, to ja jestem chiński uczony – moja rodzina
zdążyła już wrócić z podziwiania „cudu natury”.
-
Jak to? – pytam zdziwiona. Sama widziałam zdjęcie w Internecie. Przecież po to
tu przyjechaliśmy, żeby zobaczyć skałę, która do złudzenia miała przypominać
profil prezydenta USA, do którego my Polacy mamy największą słabość.
-
Jak to, ta skała nie przypomina żadnego profilu? – pytam zaskoczona moją mamę.
-
Dokładnie! Nie przypomina. Amerykanie na wszystkim zbijają interes i są w
stanie wmówić człowiekowi, że białe jest czarne. Później Ci pokażę zdjęcie
rzekomego profilu JFK. Niech żyje Photoshop! – mówi zgryźliwie.
Faktycznie
Amerykanie wiedzą, jak robić interes, ale ja akurat uważam, że to dobra cecha,
której brakuje nam Polakom. Mama się ze mną nie zgadza. Wedle niej Polacy są
subtelniejsi i przez to fajniejsi. No to jedziemy nad ocean. Tam się wysuszymy.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz