Nie myślałam, że kiedyś to powiem: "Berlin jest bardzo ładnym i ciekawym miastem". Moje myślenie o Berlinie było bardzo sztampowe. Ja w zasadzie Berlina nie znałam. Byłam tu dwa razy, dosłownie na chwilę. Nie chciałam go poznawać. Dla mnie to było miasto, które kojarzyło się z obciachem, hufcami pracy w NRD i młodzieżą z chustami na szyi. Tymczasem to, co dziś zobaczyłam zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To był efekt "WOW!!!". Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zawitałam w Berlinie, który przecież położony jest niecałe sto kilometrów od polskiej granicy. A dokładniej dzięki kapeli AC/DC, której koncert był powodem naszego wyjazdu, mogliśmy odkryć miejsce, które jest "tuż za rogiem". Wiadomo, za rogatki własnego miasta i do ościennego kraju jest najdalej, dalej niż na koniec świata.
Widać, że Berlin jest miejscem, w które zainwestowano ogromne sumy pieniędzy, by je oczyścić z pozostałości po poprzedniej epoce. To się czuje. Dzięki temu miasto wygląda jak światowa metropolia. Mój syn co chwila wzdycha na widok kolejnego niebotycznie drogiego samochodu i powtarza: "Mógłbym tu pracować. Którego Polaka stać na zakup takiego auta? Tu chyba wszystko jest tańsze."
Uważam, że Niemcy bardzo dobrze sobie radzą z historycznym bagażem, jakim jest dla nich cały okres podziału kraju na dwa państwa. Dziś byliśmy przy murze berlińskim na Placu Poczdamskim, który pamiętam, jak przez mgłę. Mój syn stoi w miejscu, w którym kiedyś mój ojczym zaparkował samochód. Czekaliśmy wtedy na moją przyrodnią siostrę, która wracała od swojej mamy ze Szwajcarii. Zaparkowaliśmy auto za namalowaną na jezdni kreską, która otaczała mur. Nie wolno jej było przekraczać. My przekroczyliśmy i była afera z milicją w roli głównej. Tuż obok jest wejście na Dworzec Potsdamer Platz. Nie pamiętam dokładnie, ale Ania, po którą pojechaliśmy nie do końca legalnie wysiadła z pociągu. Chyba powinna była wysiąść w Berlinie Zachodnim, a przejechała do Wschodniego, bo my tam na nią czekaliśmy. Ale przedarła się do nas i to było wtedy najważniejsze.
Byliśmy dziś jeszcze przy Bramie Brandenburskiej. To bardzo kultowe miejsce, znane m.in. z koncertów. Dziś też na Pariser Platz stały bramki i krzesła, gotowe na kolejną masową imprezę. Chcieliśmy zobaczyć Bramę wieczorem, ale rozpadało się na dobre. Może jutro pogoda będzie lepsza. Oświetlona Brama Brandenburska wygląda na zdjęciach zjawiskowo.
Na Pariser Platz zobaczyliśmy rożne konie w różnym wieku: i te żywe, i mechaniczne. Mój syn zapytał, czy ten pojazd to jest ta błyskawica szos, którą jego dziadek wygrywał zawody. Chodzi - oczywiście - o Trabanta - na zdjęciu u dołu,
Metro w Berlinie nie jest najlepiej oznakowanym metrem na świecie, choć palmę pierwszeństwa dzierży metro nowojorskie. I choć informacji trzeba tu szukać, to niektóre stacje są naprawdę designerskie.
Jutro reszta zwiedzania. Muszę przygotować trasę. I będę się modlić o lepszą pogodę. A poniżej kilka fotek Placu Poczdamskiego. Dobranoc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz