Gdy zjechaliśmy z gór i dojechaliśmy do głównej drogi,
ponownie znaleźliśmy się na terenie, gdzie słońce przyjemnie nas ogrzewa.
Położyliśmy nasze ręczniki na samochodzie, żeby się wysuszyły, ja i mama
siedzimy na piasku, a Michał wszedł do oceanu. Mało mu wody J.
Dziś
wieczorem zjemy kolację na statku o zachodzie słońca. Jeśli będzie to taka sama
atrakcja, jak ta na O`ahu, to ja mogę jej nie przeżyć. Mój syn już dwukrotnie
skomentował zakup biletów na ten rejs i na powtórne wieczorka luau. Według niego powinnam zainwestować
w bilety transatlantyckie w klasie Premium i pewnie w leczenie u psychiatry.
Kto dwa razy będzie chodził oglądać „cepelię” i fajny wieczorek, ale znów to
samo? Nuuuda!!! Mam jedynie nadzieję, że ten rejs będzie inny, chociażby ze
względu na to, że nie będzie tam szwedzkiego stołu.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz