Jesteśmy w agencji wynajmu samochodów. Na Dużej Wyspie
nasze bagaże nie zmieściłyby się do Toyoty Corolli, tu z kolei nie ma
zamówionego przez nas Forda. Byłabym tym nawet poirytowana, gdyby nie to, że
dziewczyna, która nas obsługuje jest naprawdę bardzo sympatyczna.
-
Są na razie trzy rodzaje samochodów: ten osobowy jest o $15 za dzień droższy od
tego przez Was zamówionego, Jeep Liberty biały – o $25, z kolei w kolorze
czerwonym o $30.
-
Weźmy ten czerwony. On ma zdejmowany dach – moje dziecko jest podekscytowane.
-
Czy ten dach zdejmuje się ręcznie? – pytam podejrzliwie.
-
Tak, niestety ręcznie – odpowiada dziewczyna.
-
Michał, nie bierzemy czerwonego. Nie będziemy się z nim mocować. Może weźmy ten
samochód osobowy? – usiłuję działać rozsądnie.
-
A coś Ty, to badziewie? Mowy nie ma. Weźmy białego Jeepa Liberty.
Jeśli
jeszcze raz syn zarzuci mi rozrzutność, to przypomnę mu nie jeden moment, ale
wiele, w tym ten, kiedy „napalił się” na wóz terenowy. Poza tym ten osobowy –
nie widzę, jaka to marka – nie wygląda na badziewie.
-
OK., to bierzemy białego Jeepa – mówię do dziewczyny.
-
WOW!!! Super, ale będzie szpan na Facebooku – moje dziecko jest seventh heaven
i najwyraźniej dobrze jest mu w tym siódmym niebie.
Trzeba
koniecznie zainwestować w kurs asertywności. Inaczej przepadnę z kretesem,
jeśli już się to nie stało :)
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz