Na całe szczęście przyjechaliśmy na lotnisko w Honolulu
dużo przed czasem. W Internecie znalazłam informację o obowiązkowej kontroli
bagażu przez inspektorów rolnych. Kontrola ta ma sens: restrykcje w przewozach
na trasach poza Hawajami dotyczą owoców, roślin i ślimaków. Mają one zapobiec
rozprzestrzenianiu się muszek-owocówek, a także innych insektów oraz chorobom
przez nie wywołanym.
Kontrola
jest krótka i całkowicie niekłopotliwa. Walizki przepuszczamy przez bramkę
podobnie, jak w przypadku kontroli bagażu ręcznego. Możemy iść dalej.
Niestety
sama odprawa paszportowo-bagażowa nie jest już taka przyjemna. Z początku
obsługa naziemna zachęca nas, byśmy odprawili się w punkcie samoobsługowym, ale
niestety nie możemy znaleźć naszych danych w komputerze. Po chwili trafiamy do
stanowiska, które obsługuje – na całe szczęście – kobieta, która ma
niezmierzone pokłady cierpliwości. Są jej potrzebne, gdyż jest problem z
naszymi biletami. Stoimy tu już pół godziny, a celniczka walczy z systemem
komputerowym.
Gdy
w ubiegłym roku kupowałam bilety, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że linie
lotnicze mogą splajtować. Na całe szczęście bilety kupiłam w Internetowym
biurze podróży prowadzonym przez Hiszpanów, więc o nic się nie martwiłam. Do
tego stopnia, że przez kilka miesięcy przyjmowałam od nich maile ze zmienionymi
numerami i godzinami lotów, ale ponieważ zmiany te były minimalne, to nawet się
nie zastanawiałam, dlaczego są one wprowadzane.
Tuż
przed wyjazdem postanowiłam sprawdzić linie lotnicze, którymi mieliśmy lecieć.
I wtedy wbiło mnie w fotel, ponieważ pierwsza strona, która wyskoczyła w
wyszukiwarce Google informowała o upadku firmy. Wzięłam jednak głęboki oddech,
dotleniłam mózg i bardzo powoli, i rzetelnie sprawdziłam wszystkie informacje
na ten temat oraz całą korespondencję z biurem podróży. I okazało się, że
wszystkie umowy kupna-sprzedaży upadłych linii przejęły linie United Airlines,
które i tak miały obsługiwać te loty. Poczułam się bezpiecznie, znacznie
bezpieczniej niż polscy turyści, którzy mieli problem z upadłymi biurami
podróży w naszym kraju.
Jedynym
maleńkim problemem w całej sytuacji było to, że numery, które nam nadano w
momencie zakupu biletów nie zgadzały się z numerami linii lotniczych, które nas
przejęły. Pomimo, że zmieniono nam numery lotów. Nie bardzo rozumiem, o co
chodzi, ale …
Wreszcie
wraca celniczka z uśmiechem na twarzy. Dokonała cudu, udało jej się nadać nam
numery miejsc na pokładach wszystkich trzech samolotów na trasie do Londynu.
Trzech? No właśnie… Miały być dwa loty w drodze powrotnej. Ponieważ linie
lotnicze splajtowały, United Airlines zamieniło nam dwa loty na trzy. Zamiast
technicznego postoju, zwykłego zatankowania paliwa w San Francisco lub
ewentualnej szybkiej zmiany samolotu, o czym była mowa w potwierdzeniu zakupu
biletów, zafundowano nam regularną przesiadkę. Zamiast dwudziestu dwóch i pół
godziny lotu, wliczając w to tranzyt, mamy być w podróży ponad dwadzieścia sześć
godzin. To naprawdę długo. Doliczmy do tego trzy godziny, które przeznaczyliśmy
na odprawę, czas od wstania do położenia się do łóżka. Wcale nie chce mi się
myśleć, jak długo będziemy w podróży i czy uda nam się zdrzemnąć choć godzinkę.
Idziemy
przez rękaw do samolotu. Patrzę przez okna na płytę lotniska. Właśnie
uświadomiłam sobie, że opuszczamy Hawaje. Gdybyśmy teraz nie lecieli na sześć
dni do Londynu, tylko prosto do Polski, płakałabym jak bóbr. Bardzo mi się tu
podobało. Przez moją głowę przelatują piękne obrazy wulkanów, wodospadów, fal
morskich, wybrzeży klifowych i zachodów słońca. Tańczących Hawajek i tancerzy
ognia. Uśmiechnięte twarze tubylców, powtarzających bez końca słowo Aloha. Na pewno tu wrócimy. Może zimą,
by podziwiać wieloryby i wjechać na ośnieżony szczyt Mauna Kea? Wrzuciliśmy
monetę do kominów parowych w Parku Wulkanów. Zostawiliśmy sobie kilka miejsc,
by zobaczyć je później … kiedyś. Głęboko wierzę, że wszystko to sprawi, że
jeszcze się tu nie raz wybierzemy.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz