sobota, 20 czerwca 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Dajcie mi kierownika sali!!!

 Idziemy w kierunku Ala Moana Boulevard. Jesteśmy na Beachwalk. Ponownie trafiamy na Hard Rock Cafe. W Lahainie zjedliśmy dobrą kolację, może dobrym pomysłem jest lunch w Hard Rocku w Honolulu. Moja rodzina się zgadza. Wchodzimy do środka.

Przechodzimy przez sklep, by schodami dotrzeć na górę do kawiarni. Tuż nad klatką schodową pod sufitem zawieszono mnóstwo gitar. Docieramy na ostatni stopień. Tu okazuje się, że „dywan” gitar ciągnie się od podłogi przez sufit aż do wyjścia do lanai – na taras. Michał pada właśnie na kolana i zaczyna bić pokłony. On – jak już pisałam – ma bzika na punkcie muzyki, ale jego bzik przeszedł w ostrą fazę. Podchodzi do nas kelnerka. Udaję, że nie mam nic wspólnego z tym dzieckiem. 

- Poprosimy stolik dla trzech osób – próbuję nie patrzeć na mojego syna, ale kątem oka widzę, co on wyczynia. Jakby bił pokłony Allahowi, zwrócony twarzą w stronę Mekki.

- Wolałabym stolik w lanai – nie chcę patrzeć na cyrk, który tutaj urządza. Chciałabym się wynieść na taras.

- Polecałabym stół na środku sali, bo przy nim obowiązuje happy hour (specjalna oferta w porze lunchu) – zachęca nas kelnerka.

„Świetnie”, stół jest dwa kroki od mojego syna, który powoli staje się centrum zainteresowania tych wszystkich, którzy chcieliby w spokoju zjeść lunch. Trudno, zgadzam się, niech będzie happy hour.

- Dajcie mi natychmiast kierownika sali – moje dziecko wpada niemalże na stół –  Muszę mieć te gitary. Myślisz, że mógłbym wytargować przyzwoitą cenę?

On chyba oszalał, poszybował w swojej wyobraźni daleko w kosmos i jeszcze stamtąd nie wrócił.

- Tak, na pewno opuści ceny specjalnie dla Ciebie. Jak chcesz, to go sam szukaj i się targuj. Czy tymczasem wybierzesz sobie sam danie, czy mamy to zrobić za Ciebie?

- Zróbcie za mnie – i już go przy nas nie ma.

„Dywan” gitar to dość efektowny, ale nie najdroższy element wystroju Hard Rock Cafe. Na ścianach w gablotach wiszą oryginalne instrumenty i ubrania takich zespołów i wykonawców, jak The Beatles, Johnny Cash, Elvis Presley, Jack Lord, Elton John, Tommy Lee, Ben Harper i jeszcze kilku. Zajmują one wszystkie ściany i dają efekt „WOW!!!”.

- Babciu, zamiana, usiądź na moim miejscu – moje dziecko łaskawie wróciło do stołu. Chodzi mu o to, że babcia siedzi przodem do „dywanu” gitar, a on musiałby siedzieć doń tyłem. Babcia zrezygnowana zamienia się miejscami, a Michał zaczyna automatycznie jeść danie, bez przerwy wpatrując się w zawieszone pod sufitem gitary. Gdy był młodszy, w marinie na Lazurowym Wybrzeżu bardzo chciał kupić dwa skutery, które niestety były do sprzedania i były na nich tabliczki z numerami kontaktowymi. Za każdym razem, kiedy koło nich przechodziliśmy, odbywał się ten sam cyrk: moje dziecko kazało mi wyjmować z torby komórkę i natychmiast dzwonić, bo ktoś mógłby nas ubiec. I koniecznie miałam mu kupić dwa skutery, bo ono nie wiedziało, na który ma się zdecydować. Jeszcze wcześniej w sklepie sportowym na Krupówkach w Zakopanem upierało się przy zakupie kasku do skoków narciarskich, bo będzie tak latać jak Małysz. A gdy mu odmówiłam, wyciągnąwszy wcześniej ze sklepu, padł na środku Krupówek na kolana i zaczął walić głową o chodnik. Na całe szczęście był to środek mroźnej zimy, a na chodniku leżała gruba warstwa śniegu, bo nikt tam nie odśnieżał. Zostawiłam go samego, ponieważ nie mogłam się z nim w żaden sposób porozumieć. Znajoma, z którą spacerowaliśmy wzięła na siebie rolę negocjatora i niestety obiecała mu, że mamusia kupi ten kask, ale nie teraz, tylko za kilka dni. W czasie tamtego wyjazdu nie ryzykowałam ponownego spaceru po Krupówkach.

Hickory-Smoked Bar-B-Que Combo to danie, które zamówiliśmy. To wybór trzech gatunków mięsa: żeberek i kurczaka, pieczonych na Bar-B-Que oraz wędzonej wieprzowiny. Pyszne!

Jako aperitif i deser mam Strawberry Margheritę, która jest odpowiednio schłodzona i soczyście czerwona. Nastrojona pozytywnie schodzę do sklepu, w którym kupuję Michałowi kurtkę na otarcie łez po nieudanych poszukiwaniach kierownika sali. Sobie też robię zakupy. 


Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz