-
Michał, kończ,
idziemy zwiedzić okolicę.
Zjadł
i ponownie usiadł z iPhone`em.
-
A czy ja nie mogę zostać? – zaczyna przeciągać strunę.
-
Nie!
-
No, OK., to chodźmy – mówi niemal obrażony.
Musimy
się ruszyć. Całe przedpołudnie spędziliśmy na lotniskach i w samolotach, teraz
trzeba rozprostować kości.
Przy
naszym apartamencie jest zarówno taras z leżakami, jak i zejście na plażę. Od
strony parkingu jest też duży basen, wykonany z terrakoty mozaikowej z obrazem
wielkiego wieloryba na dnie. Przy wejściu na basen informacja: furtkę otwiera
się kluczem do apartamentu. No, ja się na tym nie znam, ale jeśli wszystkie
klucze od wszystkich apartamentów pasują do tej furtki, to czy każdy klucz
pasuje do zamku w drzwiach innych mieszkań. Mam nadzieję, że jakimś cudem nie
pasuje. Wsadzamy klucz w zamek furtki. Furtka się otwiera.
Sprawdzam
numer miejsca parkingowego, który dostałam wraz z innymi istotnymi
informacjami. Zgadza się, taki numer istnieje i nawet nikt na nim nie zostawił
pojazdu. Jutro my tu zaparkujemy.
Idziemy
w kierunku sklepu, w którym robiłyśmy niedawno zakupy. Po prawej stronie jest
plaża publiczna i skwer. Dalej jest stacja benzynowa i sklep ABC Stores. Nie
dotarłyśmy dziś do niego, a szkoda, bo jest w nim większy wybór. Najpierw
chcemy wziąć dosłownie dwie rzeczy, jutro będziemy mieli samochód, to zrobimy
większe zakupy. Kusi nas wiele produktów. Mam ochotę na piwo Corona, ale
najbardziej opłaca się wziąć „sześciopak”, więc wkładam do koszyka. O, i wina
czerwonego też bym się napiła. Michał podchodzi i prosi, żebym dla niego wzięła
buteleczkę Pina Colady. Wkładam szybko do koszyka, żeby nikt nie widział, że
osoba niepełnoletnia interesuje się jakby nie było alkoholem. Jeszcze kilka
rzeczy i mamy już pełne dwa koszyki.
Podchodzimy do kasy. Pani pakuje nasze zakupy w dwie torby: jedną z
grubego plastiku, drugą papierową. W tej drugiej jest część alkoholu. Po
dokonaniu płatności mój syn bierze torbę papierową w rękę, chce ją zanieść do
domu. W tym momencie kasjerka podskakuje do góry, przerażona i mówi:
-
Proszę natychmiast zabrać jemu tę torbę – mówi z przerażeniem w głosie.
-
A co ta kobieta wywija? Chyba jej odwaliło – mówi mój syn - chwała Bogu! - po
polsku.
Dla
świętego spokoju wyjmuję z jego rąk torbę.
-
Pewnie jej chodzi o to, że w tej torbie jest alkohol. Pewnie myśli, że ja
kupiłam go dla Ciebie. Albo myśli, że procenty z alkoholu przez papier przejdą
na Ciebie – śmieję się – Chodź, na zewnątrz odbierzesz ode mnie zakupy. Gdyby
ona wiedziała, że Pina Colada i Corona są dla Ciebie, to pewnie wezwałaby
policję.
Reakcja
tej kobiety naprawdę była nerwowa. Nie pozwoliła mojemu synowi zachować się jak
dżentelmen. A tak rzadko mu się to zdarza :)
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz