-
Bardzo
przepraszam, mamy przesiadkę, lecimy na Maui. Dokąd powinniśmy się udać?
Mam
już dość. Od 20 minut kręcimy się w kółko. Co osoba, to sprzeczna informacja.
Chcemy dotrzeć do gate`u, z którego odlatuje samolot na wyspę Maui.
-
A jakimi liniami lecicie? – pyta czarnoskóra Amerykanka przy stanowisku linii
Hawaiian.
-
Hawaiian Airlines – odpowiadam cierpliwie.
-
Ale my teraz nie mamy samolotu na Maui. Poproszę potwierdzenie lotu.
Daję
jej grzecznie wydruk z Internetu z potwierdzeniem zakupionych biletów. Jej
twarz nagle pochmurnieje.
-
Czytać nie potrafisz? – mówi do mnie – Przecież tu jest wyraźnie napisane:
Island Air. To nie jest nasza linia.
Spoglądam
na wydruk. „Island Air” napisane jest drobnym drukiem. Ten samolot jest linii
Hawaiian, obsługiwany przez Island Air. Tak jest napisane w potwierdzeniu. Nie
chcę się z nią kłócić, bo po pierwsze mamy coraz mniej czasu do odlotu, a po
drugie nie po to jestem na urlopie, żeby kłócić się z ludźmi.
Niesympatyczna
pracownica linii Hawaiian wysłała nas za szklane drzwi. Wpadamy. Zaczynam
biegać po lotnisku, żeby było szybciej. Moja rodzina za mną: to znaczy mama
biegnie, a Michał dostojnie sunie. Jemu się nie śpieszy.
-
Przepraszam, mamy przesiadkę, lecimy na Maui. Chcemy wiedzieć, który gate jest
właściwy.
Człowiek
w okienku Island Air zdziwiony patrzy na nas.
-
Ależ powinniście wyjść z budynku przylotu i pójść do budynku odlotów.
Słucham?
No tego nie przewidziałam. Mamy dwukrotnie się odprawiać? Przecież już to
zrobiliśmy na Dużej Wyspie. Jakaś paranoja!
-
A co z naszym bagażem? Mamy go odebrać, a następnie ponownie nadać? – po prostu
nie mieści mi się w głowie, że można coś takiego wykombinować.
-
Nie, bagaż został na pewno przekierowany do Waszego samolotu.
No,
przynajmniej bagaż traktują tu z szacunkiem.
Nie
jest dobrze. Pozostało dwadzieścia minut do odlotu i mamy do przejścia całą
procedurę: odprawa paszportowa, bagażu ręcznego itd. O której powinniśmy wsiąść
na pokład?
-
Michał, pośpiesz się, naprawdę jest już dramatycznie późno – wolniej już chyba
iść nie może.
-
Ale o co Ci chodzi? Jeszcze mamy dwadzieścia minut – muszę się naprawdę
opanować, żeby go za uszy nie pociągnąć. Biegnę cały czas, walizka kabinowa
robi na chodniku piruety, pod pachą wiruje deska do surfowania. Babcia usiłuje
zdyscyplinować wnuka. Ledwo co słyszę, bo ciśnienie w uszach powoduje, że w
ogóle nic nie słyszę.
-
Kochani, chodźcie, ja lecę do okienka, żeby ich poinformować, że zaraz
dotrzecie.
Wpadam
do hali odlotów, na całe szczęście prawie pustej. No tak, pewnie pozostali
pasażerowie są już przy wejściu do samolotu.
-
My mamy przesiadkę, lecimy na wyspę Maui – zdanie to zaczynam powtarzać jak
mantrę.
-
A bardzo proszę, ale deskę trzeba nadać na bagaż.
Czy
to oznacza, że w liniach Hawaiian mogłam przewieźć ją za darmo, podczas gdy w
Island Air muszę zapłacić?
-
Ponieważ jest to drugi bagaż pasażera, trzeba dopłacić $30.
˝Zabijam˝
wzrokiem Michała. Do tej pory pływał na desce tylko raz. Po wypadku, jakiemu uległa
przy nas dziewczyna, która pływała z rurką (snorkeling), odechciało mu się
ryzykować. Wody w Oceanie Spokojnym są wyjątkowo niespokojne. Dno jest
ukształtowane tak, że zazwyczaj blisko brzegu są nagłe uskoki w półkach
skalnych (przybrzeżna część dna). Fale rozbijają się o nie z wielką mocą,
czasami łamiąc ludziom karki. Dziewczyna, która pływała sobie spokojnie z rurką
i podziwiała bogactwo rafy koralowej, dostała się nagle w falę, która rzuciła
nią o przybrzeżne skały. Widok był okropny. Dziewczyna mogła chodzić, ale połowa
jej ciała była pokiereszona. Ratownicy postanowili odkazić rany, polewając je
spirytusem. Biedaczka płakała z bólu. Karetka pogotowia była w drodze. A
Michał? Wyszedł wtedy z wody i w ogóle stracił zainteresowanie sportami
wodnymi.
Wróćmy
jednak do rzeczywistości. Tkwimy przy okienku odprawy paszportowej. Uważam, że coś
tu nie jest w porządku. Kupiłam bilety w liniach Hawaiian, a tylko dlatego, że
obsługuje je inny przewoźnik, muszę dopłacać za coś, za co w tych pierwszych
płacić bym nie musiała. Jestem jednak na wakacjach, więc podałam bez
komentowania kartę kredytową. Michał będzie mógł na tej desce napisać: „Moje Najdroższe Body Board” J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz