wtorek, 2 czerwca 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Moje Najdroższe Body Board

- Bardzo przepraszam, mamy przesiadkę, lecimy na Maui. Dokąd powinniśmy się udać?

Mam już dość. Od 20 minut kręcimy się w kółko. Co osoba, to sprzeczna informacja. Chcemy dotrzeć do gate`u, z którego odlatuje samolot na wyspę Maui.

- A jakimi liniami lecicie? – pyta czarnoskóra Amerykanka przy stanowisku linii Hawaiian.

- Hawaiian Airlines – odpowiadam cierpliwie.

- Ale my teraz nie mamy samolotu na Maui. Poproszę potwierdzenie lotu.

Daję jej grzecznie wydruk z Internetu z potwierdzeniem zakupionych biletów. Jej twarz nagle pochmurnieje.

- Czytać nie potrafisz? – mówi do mnie – Przecież tu jest wyraźnie napisane: Island Air. To nie jest nasza linia.

Spoglądam na wydruk. „Island Air” napisane jest drobnym drukiem. Ten samolot jest linii Hawaiian, obsługiwany przez Island Air. Tak jest napisane w potwierdzeniu. Nie chcę się z nią kłócić, bo po pierwsze mamy coraz mniej czasu do odlotu, a po drugie nie po to jestem na urlopie, żeby kłócić się z ludźmi.

Niesympatyczna pracownica linii Hawaiian wysłała nas za szklane drzwi. Wpadamy. Zaczynam biegać po lotnisku, żeby było szybciej. Moja rodzina za mną: to znaczy mama biegnie, a Michał dostojnie sunie. Jemu się nie śpieszy.

- Przepraszam, mamy przesiadkę, lecimy na Maui. Chcemy wiedzieć, który gate jest właściwy.

Człowiek w okienku Island Air zdziwiony patrzy na nas.

- Ależ powinniście wyjść z budynku przylotu i pójść do budynku odlotów.

Słucham? No tego nie przewidziałam. Mamy dwukrotnie się odprawiać? Przecież już to zrobiliśmy na Dużej Wyspie. Jakaś paranoja!

- A co z naszym bagażem? Mamy go odebrać, a następnie ponownie nadać? – po prostu nie mieści mi się w głowie, że można coś takiego wykombinować.

- Nie, bagaż został na pewno przekierowany do Waszego samolotu.

No, przynajmniej bagaż traktują tu z szacunkiem.

Nie jest dobrze. Pozostało dwadzieścia minut do odlotu i mamy do przejścia całą procedurę: odprawa paszportowa, bagażu ręcznego itd. O której powinniśmy wsiąść na pokład?

- Michał, pośpiesz się, naprawdę jest już dramatycznie późno – wolniej już chyba iść nie może.

- Ale o co Ci chodzi? Jeszcze mamy dwadzieścia minut – muszę się naprawdę opanować, żeby go za uszy nie pociągnąć. Biegnę cały czas, walizka kabinowa robi na chodniku piruety, pod pachą wiruje deska do surfowania. Babcia usiłuje zdyscyplinować wnuka. Ledwo co słyszę, bo ciśnienie w uszach powoduje, że w ogóle nic nie słyszę.

- Kochani, chodźcie, ja lecę do okienka, żeby ich poinformować, że zaraz dotrzecie.

Wpadam do hali odlotów, na całe szczęście prawie pustej. No tak, pewnie pozostali pasażerowie są już przy wejściu do samolotu.

- My mamy przesiadkę, lecimy na wyspę Maui – zdanie to zaczynam powtarzać jak mantrę.

- A bardzo proszę, ale deskę trzeba nadać na bagaż.

Czy to oznacza, że w liniach Hawaiian mogłam przewieźć ją za darmo, podczas gdy w Island Air muszę zapłacić?

- Ponieważ jest to drugi bagaż pasażera, trzeba dopłacić $30.

˝Zabijam˝ wzrokiem Michała. Do tej pory pływał na desce tylko raz. Po wypadku, jakiemu uległa przy nas dziewczyna, która pływała z rurką (snorkeling), odechciało mu się ryzykować. Wody w Oceanie Spokojnym są wyjątkowo niespokojne. Dno jest ukształtowane tak, że zazwyczaj blisko brzegu są nagłe uskoki w półkach skalnych (przybrzeżna część dna). Fale rozbijają się o nie z wielką mocą, czasami łamiąc ludziom karki. Dziewczyna, która pływała sobie spokojnie z rurką i podziwiała bogactwo rafy koralowej, dostała się nagle w falę, która rzuciła nią o przybrzeżne skały. Widok był okropny. Dziewczyna mogła chodzić, ale połowa jej ciała była pokiereszona. Ratownicy postanowili odkazić rany, polewając je spirytusem. Biedaczka płakała z bólu. Karetka pogotowia była w drodze. A Michał? Wyszedł wtedy z wody i w ogóle stracił zainteresowanie sportami wodnymi.


Wróćmy jednak do rzeczywistości. Tkwimy przy okienku odprawy paszportowej. Uważam, że coś tu nie jest w porządku. Kupiłam bilety w liniach Hawaiian, a tylko dlatego, że obsługuje je inny przewoźnik, muszę dopłacać za coś, za co w tych pierwszych płacić bym nie musiała. Jestem jednak na wakacjach, więc podałam bez komentowania kartę kredytową. Michał będzie mógł na tej desce napisać: „Moje Najdroższe Body Board” J.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz