Uff,
nie ma problemu! Myślałam, że właściciele łódki będą mieli pretensje, że
staranowaliśmy ich własność, ale oni okazali się przesympatyczni. Najwyraźniej
łódka nie jest dla nich czymś bardzo drogocennym, bo prawie jej nie obejrzeli.
Bardziej zainteresowało ich nasze auto.
Nie
można tu parkować, musimy odprowadzić samochód na parking, który znajduje się
nieopodal domu. Justa i Michał wsiedli do Opla, odjeżdżają. Ja nie wiem, jakie
moce nad nami czuwają, ale nie dość, że przód nie został uszkodzony w czasie
uderzenia, to jeszcze bok jest prawie nie zarysowany. Zabieram część walizek i
wchodzę do domu. Otwieram drzwi do „starej kaplicy”, czyli „Old Chapel”.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz