czwartek, 24 września 2015

W zapomnianym "kącie" Kornwalii - Zapiski z podróży



Dom jest bardzo fajny. Zaprojektowano go tak, że każde półpiętro jest wykorzystane. Na ostatnim mieści się część dzienna z otwartą kuchnią i z okna rozpościera się przepiękny widok na Zatokę Cawsand.   

Wrócili moi współtowarzysze podróży. Udało im się zaparkować samochód. Chcemy jak najszybciej wyjść na spacer i zobaczyć okolicę. 

Cawsand i Kingsand to miasta bliźniacze, bardzo często funkcjonują pod jedną nazwą, właśnie „Cawsand and Kingsand”. Jak już wspomniałam, są miniaturką naszego Trójmiasta, tyle że do szczęścia brakuje trzeciej miejscowości.  

Do 1844 roku Kingsand położony był na granicy hrabstw Devon i Kornwalii. Granicę z czasem przesunięto i teraz przebiega przez rzekę Tamar, przez którą przeprawialiśmy się promem. Bliźniaczy Cawsand od zawsze był w Kornwalii. Granica pomiędzy hrabstwami przebiegała dokładnie przez dom, który nadal tu stoi i nazywa się Devon Corn. Nie pierwszy raz mieszkam na granicy krain geograficznych. Kiedyś mieliśmy apartament dokładnie na skraju Toskanii i Umbrii, a granica przebiegała przez basen i naszą kuchnię. Ja lubię takie miejsca. Lubię też wyspy, nie tylko brytyjskie.   

Jesteśmy w pięknym miejscu w południowo-wschodniej części hrabstwa, często nazywanej „The Forgotten Corner of Cornwall” (zapomniany kąt/róg /rejon/ Kornwalii). 

Cawsand i Kingsand były niegdyś głośnym centrum przemytnictwa i rybołówstwa. Tunele, w których ukrywano towar z przemytu zostały zasypane, jednak można zobaczyć te, w których nadal składuje się ryby. Bliźniacze miejscowości odwiedził w dawnych czasach Horatio Nelson, najsławniejszy brytyjski admirał, który dwukrotnie pokonał flotę Francji i zginął pod Trafalgarem. Z tymi wydarzeniami historycznymi wiąże się pewna historia, której byłam świadkiem bardzo dawno temu. Mój syn powiedziałby: „No, nie wierzę, w to, co słyszę”, ale historia jest autentyczna. Ja też zresztą nie mogłam uwierzyć. Jak wiadomo, na Placu Trafalgar w Londynie stoi kolumna Nelsona. Posąg wykonany jest tak, że Nelson jest do siebie nawet podobny. Bardzo bardzo dawno temu byłam ze znajomymi na tym placu i podszedł do nas pewien człowiek, który zapytał: „Czy Wy wiecie, kim był ten facet, którego posąg jest na tej kolumnie?”. Mnie zatkało. Człowiek mówił z akcentem amerykańskim, ale – na Boga – chyba w szkołach w Stanach uczą historii powszechnej. Mój kolega – co prawda – też był zdziwiony, ale natychmiast udzielił mu odpowiedzi. Zapytał go jednak, jak może nie znać z lekcji historii admirała Nelsona, a on odpowiedział, że nie zna, bo jest z Wisconsin.  Kolega nie chciał odpuścić i „drążył” temat. Zapytał go, czy mówi mu coś hasło „Bitwa pod Trafalgarem”, na co on odpowiedział, że nic. No, to Panu już dziękujemy – chciałoby się powiedzieć. W takim razie my nie powinniśmy wiedzieć, kim był Jerzy Waszyngton albo Abraham Lincoln. Kuriozalna sytuacja! Na całe szczęście prawie każdy Polak wie, kim był Nelson i tych dwóch amerykańskich prezydentów. Jeśli będziecie w okolicy, zajrzyjcie do Kingsand and Cawsand, również w poszukiwaniu historii.

Doszliśmy do zatoki, w której mieści się hotel – Cawsand Bay Hotel. Na dworze wieje wiatr i pomimo, że nadal trwa lato, nie jest ciepło. Powiem więcej: mamy na sobie swetry i kurtki oraz szaliki. Ale widoki dookoła są przepiękne, więc naprawdę warto zmarznąć. Wchodzimy do restauracji hotelowej. Na tablicy z menu zauważam napis „Sticky Toffee Pudding”. Już wiem, od czego się uzależnię tego lata.     







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz