środa, 4 marca 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Big Island - miał być slams, a jest wytworne osiedle


Jedziemy wzdłuż północnego wybrzeża Dużej Wyspy. Z mapy wynika, że musimy jechać prosto drogą Hwy 19 do miejscowości Honoka`a, a następnie zjechać na południe trasą Hwy 190 przez miasta Waimea, Hualai aż do Kailua-Kona. Po drodze mamy ochotę zatrzymać się w dwóch punktach widokowych. Kończy nam się benzyna. Przy okazji zapytam o drogę, choć – oczywiście – punkt widokowy ma swój kod pocztowy, więc nawigacja powinna zaprowadzić nas do celu.

-  Pojedźcie trzy mile i skręćcie w trzeci zjazd w lewo. I – Boże broń! – nie kierujcie się drogowskazami, bo nie traficie.

Jedziemy. Odliczamy trzy mile i jest – zjazd ... donikąd.

- Ta droga prowadzi w pole – mówi mój zaskoczony syn.

Całe szczęście, że był ze mną w sklepie i słyszał, jak kasjerka wskazywała drogę. Nie może mi wytknąć, że czegoś nie zrozumiałam.

Jedziemy dalej, ale to nie ma sensu. Trzeba cofnąć się do tego miejsca i zobaczyć, czy jednak nie dojedziemy na miejsce.

Ponowna próba kończy się niepowodzeniem. OK, nastawię jednak nawigację. Nagle zrobiło się ciemno. Jeszcze przed chwilą świeciło słońce, a w jednej sekundzie nadciągnęły czarne chmury i ledwo co widać.

Nawigacja prowadzi nas w jakieś dziwne miejsca. Zaczynam się wycofywać do głównej drogi, bo zarówno aura, jak i brak jakichkolwiek szans na dojechanie do celu bardzo źle na mnie wpływa.

Zerwał się wiatr. Bardzo silny wiatr. Jesteśmy ponownie na drodze Hwy 19.

- Myślę, że w taką pogodę nie ma mowy o jakimkolwiek odwiedzaniu punktów widokowych. Nastawię nawigację na adres tego mieszkania Debry.

Debra to właścicielka apartamentu w Kailua-Kona. Mieszka poza Hawajami, w Monterey, w Kalifornii. Przyjeżdża do swojego hawajskiego mieszkania dwa razy w roku, a przez pozostały czas liczy dni do powrotu na Dużą Wyspę. Miałam z nią kontakt mailowy i nie zobaczę jej. Dostałam kod do lockboxa – skrytki, która zawieszona jest koło drzwi wejściowych. Z niej wyjmę klucz, którym otworzę drzwi. Następnie schowam go z powrotem, bo dwa komplety podobno leżą na stoliku w przedpokoju. Zmienię na czas naszego pobytu kod, żeby nikt nie mógł wejść do środka. Wyjeżdżając, ponownie zmienimy kod na ten, który dostaliśmy w korespondencji, by mogła do domu wejść m.in. sprzątaczka.


Zauważyłam, że Amerykanie lubią inwestować na Hawajach w domy pod wynajem. Cała logistyka jest tak ułożona, że oni nawet przez całe lata nie muszą się tu pokazywać ani razu. Dostałam ośmiostronicowy dokument, będący instrukcją korzystania z apartamentu. Napisany został przez concierge`a, który codziennie będzie do naszej dyspozycji. Concierge? To dziwne, ale chyba na zdjęciach budynek wyglądał jak blok. To skąd concierge w bloku?

Na ośmiu stronach serdeczne powitanie, dużo informacji, mapki tej części Dużej Wyspy, dokładna instrukcja, jakie kroki wykonać przed wyjazdem i życzenia bezpiecznej podróży. Kilka zasad korzystania z mieszkania, tu nazywanego condo, szczególnie przypada mi do gustu.

Oto one:

- w condo, ani w jego pobliżu nie wolno palić (żadne z nas nie pali)

- prosimy o poszanowanie hawajskiego zwyczaju zdejmowania butów przy wejściu do mieszkania (to zupełnie, jak w Volcano Village)

- administracja osiedla nie zezwala na wieszanie ręczników i ubrań na barierkach tarasu (administracja mogłaby wyemigrować np. do Hiszpanii i tam zaprowadzić porządek)

- sprzęty plażowe i basenowe trzymajcie w schowku na tarasie (to nawet wygodne, dobrze, że jest taki schowek)

- prosimy o zamykanie drzwi i okien za każdym razem, kiedy włączona jest klimatyzacja (no to akurat tak, jak wszędzie, klimatyzacja działa wtedy, kiedy nie leci do wnętrza ciepłe powietrze)

- prosimy wyłączać klimatyzację za każdym razem, kiedy wyjdziecie na dłużej niż godzinę (jeśli wyjdziemy na chwilę, a zejdzie się nam dłużej, to trzeba sobie w telefonie ustawić przypomnienie :) 

- elektryczność to najdroższe źródło energii na Hawajach. Mahalo! (Dziękujemy)

- insekty są częścią tropików i czasami można je znaleźć nawet w najczystszych i najlepszych miejscach. Nasze condo jest zadbane, aczkolwiek może się zdarzyć, że zobaczycie mrówkę lub innego insekta. (Wow!!! Zobaczymy wreszcie jakieś robaki. A już myślałam, że Amerykanie wytłukli wszystkie insekty co do jednego odnóża.)

- zapobieganie jest najważniejsze:

Nie zostawiajcie jedzenia na wierzchu i utrzymujcie blaty w czystości. Używajcie plastikowych worków w koszu na śmieci i opróżniajcie je codziennie. Co wieczór wyrzucajcie śmieci do zewnętrznego śmietnika. Zadzwońcie do mnie, jeśli zauważycie coś niepokojącego. 

Moskitierę należy zamykać za każdym razem, kiedy wychodzicie na taras i wracacie do mieszkania.

To w największym skrócie oddaje charakter instrukcji obsługi mieszkania Debry. Jednak kontakt mailowy był z nią bardzo fajny, więc może jednak nie oszalejemy.

W dalszym ciągu jest ciemno, wieje silny wiatr, zbiera się na burzę. Do tej pory w miasteczku w górach nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jesteśmy na terenie narażonym na tsunami. To, co dzieje się na zewnątrz nie przypomina zwykłej letniej burzy. Tu dzieje się coś poważniejszego. Zaczynam się bać, ale nie mówię nic mojej rodzinie. I tak by uznali, że panikuję. I nagle dostaję po oczach. Właśnie z terenu zachmurzonego, gdzie wiatr targa nami jakbyśmy siedzieli w samochodziku ze sklepu modelarskiego wjeżdżamy na teren, skąpany w słońcu, który przypomina prerię. Ziemia jest tu popękana od promieni słonecznych, roślinność zasuszona na wiór. I ostrzeżenia: "Strefa wysokiego ryzyka. Groźba pożaru". Słońce świeci jak szalone, a my mkniemy, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego "piekła na Ziemi". Moje nerwy są już na wykończeniu. Najpierw wizja tsunami, a teraz pożaru na ogromnej pustej przestrzeni. Przecież jakby ktoś wzniecił pożar w terenie, gdzie rośnie mnóstwo wysuszonych krzaków, to pożar ten momentalnie by się rozprzestrzenił. Nie mogę za szybko jechać. Tu na Hawajach na tzw. highwayu można jechać między 30 (48 km) a 55 (88 km) mil na godzinę.  

Jedziemy na południe wyspy Hwy 190. I nagle z terenu, gdzie ziemia sucha jest jak pieprz wjeżdżamy na teren, gdzie trawa jest soczyście zielona, na jej tle czerwienią się kwiaty, a przy drodze rosną wysokie palmy, które dają cień. I co najważniejsze: tu zaczyna się Kailua-Kona. Jesteśmy prawie na miejscu. Nawigacja każe nam skręcić w lewo, a po paru-dziesięciu metrach w prawo. Jesteśmy w dzielnicy willowej. Chyba coś z tą nawigacją jest nie tak. My chyba mamy wynajęte mieszkanie w jakimś bloku.

 

Dojeżdżamy do bramy, prowadzącej do bardzo zadbanego osiedla, na którym pomiędzy jednopiętrowymi apartamentowcami rośnie piękna roślinność. Widać baseny, korty tenisowe, boiska do siatkówki.



- Chyba się pomyliłaś – odzywa się Michał – Trafiliśmy pod zły adres. Mówiłaś o bloku, więc tu powinno być amerykańskie badziewie, slams, a nie tak wytworne osiedle.



Podjeżdżamy do bramy.

- Dzień dobry. My jesteśmy od Brendy. Numer Condo 2140.

Parkingowy pokazuje, że możemy wjeżdżać.

- Coś Ty mu powiedziała? – moje dziecko jest przerażone – Jaka Brenda?

- A ja mu podałam imię Brenda? – chyba jestem zmęczona.

- Tak. Nie dość, że imię się nie zgadza, to jeszcze na bank wjechaliśmy na obce osiedle. Zaraz będzie afera. Nie wiem, na jakiej podstawie ten człowiek Cię wpuścił. Chyba tylko dlatego, że nie wyglądasz na złodziejkę. 
   

A może to jednak jest właściwy adres?

- Michałku, spróbujemy otworzyć drzwi apartamentu o tym numerze, który jest w papierach. Jeśli się otworzą, to będzie znaczyło, że jesteśmy na miejscu.

Gdybyśmy mieli papiery na wierzchu, to przy wjeździe była nazwa osiedla. Moglibyśmy sprawdzić. A tak zdajemy się na to, co życie nam przyniesie.

- Tu jest miejsce parkingowe, chyba z numerem mieszkania. Pewnie do zajęcia przez nas – mama, jak zwykle, jest najbardziej opanowana.

- Gdzie jest to hasło do lockboxa? – mój syn już nie jest tak bojaźliwy. Chyba chce, żeby się jednak okazało, że to tu właśnie wynajęliśmy nasz apartament – Widziałyście, ile tu basenów. Mam nadzieję, że lockbox się otworzy i że będziemy mogli tu zostać.

Chce mi się z niego śmiać. Gdyby od razu było wiadomo, dokąd jedziemy i czego możemy spodziewać się na miejscu, na pewno by marudził, że mogłam włożyć więcej starań w znalezienie nam odpowiedniego lokum. A tak tylko stwierdził, że przenosimy się do amerykańskiego „syfu” i ... oto miłe rozczarowanie :).

- Dobrze, zadziała, czy nie zadziała? – pyta, stojąc przy lockboxie – Sezamie, otwórz się – odczynia jakieś czary.

- Michałku, przestań się wygłupiać, bo jak kilka razy wciśniesz zły kod, to nie otworzymy drzwi – babcia jest wyjątkowo skrupulatna, jeśli chodzi o elektronikę.

- Proszę Pani, chciałem Pani dać pakiet powitalny. Tak szybko Pani jechała, że nie mogłem nadążyć Meleksem – pracownik administracji wręczył mi ulotkę ze wszelkimi potrzebnymi informacjami. Kolejna do kompletu z ośmiostronicowym dokumentem.

Podziękowałam. Wracam do drzwi.



- I jak z tym hasłem? – pytam zaniepokojona.

- To jest właściwe osiedle. On już jest w środku – odpowiada mama.


- Tu jest ślicznie. Wejdźcie szybko na górę. Jaki piękny widok na ocean! - moje dziecko skacze, jak wtedy gdy miało kilka lat. Mogę odetchnąć pełną piersią. Kolejny dobry "strzał" w te wakacje.   


________________________

Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną "W drodze po szczęście. Zapiski z podróży", dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 

Garść przydatnych informacji:




Dom w Vocalno Village, położony niedaleko wjazdu do Narodowego Parku Wulkanów.



Ja nazwałam ten dom domem, w którego ogrodzie rośnie tropikalny.





Cena za cztery doby w domu, jak i w mieszkaniu była identyczna i wynosiła $1071.78, wliczając w to wszystkie płatności, typu podatek, opłata za sprzątanie przy wyjeździe, opłata za klimatyzację (mieszkanie). Różnica była tylko taka, że sprzątanie mieszkania było droższe niż domu. W górach niepotrzebna była też klimatyzacja, za którą siłą rzeczy nie płaciliśmy. 



Oto kilka stron, poprzez które zarezerwować można sobie lokum:

WWW.alohacondos.com ceny do przyjęcia przez przeciętnego człowieka - $99 - $350 za noc
WWW.mahinui.com ceny do przyjęcia przez przeciętnego człowieka - $195 za noc
http://www.ownerdirect.com/condo-rentals/hawaii#_methods – cena do ustalenia z właścicielem condo
http://www.homeaway.com/vacation-rentals/hawaii/r35- do wynajęcia condos i domy w cenie od $99 do $500 za dobę

http://www.luxuryretreats.com – drogo, luksusowe wille w cenach od $550 do $2500 za dobę. 


Na wyspach Maui i Big Island warto mieć samochód, by być niezależnym. Poza tym Big Island jest naprawdę big (duża). Na O`ahu odradzałabym ten środek transportu. Przede wszystkim dochodzą dodatkowe opłaty, np. wysoka cena za parking, bo turyści przeważnie mieszkają w hotelach na Waikiki. Po drugie po Honolulu się chodzi, bo nie jest to duże miasto, a sieć transportu miejskiego jest świetnie rozwiązana. Bezwzględnie trzeba wynająć samochód na pozostałych wyspach, chyba że lecimy na wyspę, na której nie dość, że nie ma firm, wynajmujących samochody, to również nie ma na niej dróg asfaltowych. Na Big Island wynajęcie na tydzień Toyoty Corolli kosztuje mniej więcej $592. My jeździliśmy Chevroletem Impalą – $735 za tydzień. W cenę wliczyłam opłatę za nawigację i Fuel Service Option, czyli dostaliśmy samochód z pełnym bakiem, a mogliśmy oddać go z prawie pustym. W cenę wliczone jest także ubezpieczenie w najbardziej rozszerzonej formie (dodatkowo płatne: Roadside Assistance Protection i Personal Accident Insurance / Personal Effects Coverage). 


W wypożyczalniach samochodów akceptowana jest większość kart pod warunkiem, że wynajmujący ma co najmniej 25 lat. Wynająć samochód może osoba, która ukończyła 21 lat. To samo dotyczy dodatkowych kierowców. Mogą oni prowadzić samochód, jeśli dopłacą $9.99 za dzień. W wypożyczalni trzeba okazać paszport. Może też się zdarzyć, że poproszą nas o okazanie powrotnego biletu lotniczego. 


A oto strony, poprzez które możemy wynająć samochód na Hawajach:
https://www.alamo.com/en_US/car-rental - a to strona, z której my korzystaliśmy 




1 komentarz: