poniedziałek, 20 lipca 2015

Odkryliśmy piękno wyspy Harris

19 lipca 2015

Należy uważać, co się mówi, żeby nie wypowiedzieć tego w złą godzinę. Dziś na początku wycieczki na wyspę Harris zapytałam retorycznie, jakie jeszcze wyzwanie może stanąć przed kierowcą, który przyzwyczajony do ruchu prawostronnego musi jeździć lewą stroną drogi. Oczywiście, pomijając rajdy i kaskaderkę. I stwierdziłam przedwcześnie, że żadne. Nigdy, ale to nigdy w życiu nie będę "paplać", co mi ślina na język przyniesie, bo ta "paplanina" obróciła się dziś przeciwko mnie. Jeśli do tej pory myślałam, że jazda po wyspie Lewis jest trudna, bo drogi się wiją i trzeba jechać raz w dół, by za chwilę znów wspinać się pod górę, to po powrocie z wyspy Harris stwierdzam, że bardzo, ale to bardzo się myliłam. To, co dziś przeżyłam jest trudne do opisania. Nawigacja wybrała taką trasę, że miałam ochotę zatrzymać samochód i się rozpłakać. Jechaliśmy po półkach skalnych i drogach tak wąskich, że po raz pierwszy w życiu byłam "roztelepana", bo ciągle kontrowałam kierownicę "lekko w prawo – lekko w lewo", żeby nie spaść w przepaść, ani nie wpaść na skały. Gdybym kontrowała bardziej, byłoby już po nas. Ta droga była asfaltowa, co jeszcze pogarszało sprawę, bo z prawej strony tworzył się uskok. Gdyby była ona na równi z wąskim paskiem przy skałach, to co najwyżej obtarłabym karoserię. A tak musiałam manewrować, by wpasować się nie tak wąskim samochodem w wąski pasek drogi. Z lewej strony była przepaść bez barierki, bo po co ona? Jak masz „polecieć” do Boga, to po co Ci to utrudniać? Leć bez przeszkód. Po prostu uwielbiam to poczucie odpowiedzialności u szkockich drogowców. Gdyby Hebrydy Zewnętrzne leżały bliżej Europy, to takie lekceważenie zasad bezpieczeństwa byłoby nie do pomyślenia. Nawet na Krecie, na której kiedyś barierki na górskich drogach nie istniały, po wejściu Grecji do Unii Europejskich pojawiły się, bo takie są wymagania Brukseli. Ale wyspa Harris jest oddalona od urzędów i wymogów unijnych.   


Muszę jednak przyznać, że warto było się pomęczyć, odkryliśmy bowiem piękno zachodnich wysp szkockich. 


Wyspa Harris jest prześliczna, ciężko - co prawda - się po niej jeździ, ale za to widoki są bajeczne. Nie udało nam się wszystkiego zobaczyć, dlatego jeszcze tam wrócimy. W drodze powrotnej odkryliśmy drugą trasę, którą dojedziemy z miejsca, w którym mieszkamy.  

Byliśmy w Bunavoneader Whaling Station - stacji wielorybnicznej z początku XX wieku, założonej przez norweską rodzinę. Najlepiej zachowany jest komin, widoczny w oddali na zdjęciu. 


Następnie pojechaliśmy do największego miasta na wyspie Harris, Tarbert, z którego wypływają promy, m.in. na wyspy Skye i Uist. Zjedliśmy po raz pierwszy od przyjazdu obiad w restauracji. Przejeżdżaliśmy też koło stacji, na której akceptowane są karty kredytowe, ale - UWAGA!!! - żadna stacja nie była otwarta w niedzielę. Wróciliśmy do domu na oparach benzyny.  



 




Byliśmy w St. Clement`s Church w Rodel, zbudowanym w XVI wieku przez Alexandra MacLeod of Harris and Dunvegan. Tak naprawdę kościół powstał jako miejsce pochówku wodzów z klanu MacLeod, tego samego, których wodzowie pochowani są w Aignish. W kościele pod wezwaniem św. Klemensa mieszczą się trzy sarkofagi MacLeodów, a na cmentarzysku przykościelnym znajdują się groby, m.in. szkockich bardów: Mary MacLeod, poetki, która tworzyła na przełomie XVII i XVIII wieku oraz Johna Morrisona z przełomu XVIII i XIX wieku.









St Clement`s Church znajduje się niedaleko Leversburgh, do którego na początku XX wieku dopłynął I wicehrabia Leverhulme i z miejsca się zakochał. W maju 1918 roku kupił wyspę Lewis za 167 tysięcy funtów. Chciał wskrzesić rybołówstwo, ale po I wojnie światowej jego ziemie zaczęli zajmować żołnierze zwolnieni do cywila. Leverhulme usiłował się temu przeciwstawić, ale niestety szkockie władze stanęły po ich stronie.



Na wyspę Harris wrócimy jeszcze dwukrotnie, żeby zobaczyć wszystkie atrakcje, ale też po to, by dostać się przez groblę na wyspę North Uist. Grobla jest przejezdna tylko wtedy, kiedy poziom wody jest niski, fale nie są zbyt wysokie. Oznacza to pobudkę wcześnie rano tak, by przejechać przez groblę w czasie odpływu, a wracać nie później niż o 17.00. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz