21 lipca 2015
Pojechaliśmy
ponownie na wyspę Harris, żeby zobaczyć to, czego nie udało nam się obejrzeć
poprzednio. Tym razem pogoda w kratkę: przejeżdżaliśmy przez pas deszczu, by za
chwilę wjechać w pełne słońce.
Dojechaliśmy aż do Leverburgh. Pomimo słońca było zimno na dworze i wiał
silny wiatr, więc wyskakiwaliśmy na krótko z samochodu, żeby „pstryknąć”
zdjęcie i jechaliśmy dalej. Widoki zrekompensowały nam niewygody. Było warto.
Ale
to, co zobaczyliśmy dziś wieczorem można zaliczyć do najbardziej niezwykłych
miejsc na świecie – Ardroil Beach w miejscowości Uig. Plaża jest wyjątkowo
szeroka, mierzy prawie pół kilometra i zajmuje kilka hektarów. Nie jedno
polskie gospodarstwo zmieściłoby się na takiej powierzchni. Jest na niej bardzo
jasny i czysty piasek, prawie w całości podmokły, bo w czasie przypływu Atlantyk zabiera dużą jej część. Podeszliśmy do brzegu, ale szybko też się wycofaliśmy.
Była godz. 20.20, a my nie wiedzieliśmy, o której jest przypływ, a nie
chcieliśmy ryzykować. A może plaża jest zabierana przez ocean dopiero zimą?
Po
drodze widzieliśmy posąg Chessmana. Postawiono go tu w 1831 roku, by uczcić odkrycie na wyspie Lewis 78 figur szachowych wysokości człowieka. Zrobiono je w Norwegii w XII wieku. Teraz figury można obejrzeć w British Museum i Museum of Scotland.
W
drodze powrotnej mijaliśmy wóz terenowy, jakich tu wiele. Większość dróg na
Lewis and Harris to single track road,
ale są miejsca do wymijania – passing
place. Do takiego miejsca dojeżdżaliśmy, gdy wtem kierowca z wozu
terenowego z przeciwnego kierunku, który czekał, aż ustąpię mu pierwszeństwa przełożył
coś na siedzenie pasażera z przodu. Tym czymś była strzelba – co do tego cała
nasza trójka nie miała wątpliwości. Przez chwilę zrobiło nam się słabo, bo
byliśmy kilkanaście mil od głównej drogi. Jednak szybko wytłumaczyliśmy sobie,
że pewnie będzie polować na króliki, których przy plaży jest całe mnóstwo. Gdy
wracaliśmy na parking, mieliśmy wrażenia, że wydmy całe ruszają się, a to
ruszały się setki małych i większych królików. Jeżeli on jechał zapolować na
nie, to nie powinnam go przepuścić, tylko spychać, zmuszać do cofania, co nie
jest fajne, gdy droga jak serpentyna wije się raz w górę, raz w dół. Niech by
się przejechał na wstecznym, to może odeszłaby mu ochota na strzelanie do
królików, bo każdy z nim jest dla mnie Peterem Rabbitem. Ale zjechałam na
passing place, bo nie wiadomo, co kierowcy mogłoby strzelić do głowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz