piątek, 24 lipca 2015

Plaża nad Atlantykiem wielkości osiedla mieszkaniowego

21 lipca 2015

Pojechaliśmy ponownie na wyspę Harris, żeby zobaczyć to, czego nie udało nam się obejrzeć poprzednio. Tym razem pogoda w kratkę: przejeżdżaliśmy przez pas deszczu, by za chwilę wjechać w pełne słońce.  Dojechaliśmy aż do Leverburgh. Pomimo słońca było zimno na dworze i wiał silny wiatr, więc wyskakiwaliśmy na krótko z samochodu, żeby „pstryknąć” zdjęcie i jechaliśmy dalej. Widoki zrekompensowały nam niewygody. Było warto.






Ale to, co zobaczyliśmy dziś wieczorem można zaliczyć do najbardziej niezwykłych miejsc na świecie – Ardroil Beach w miejscowości Uig. Plaża jest wyjątkowo szeroka, mierzy prawie pół kilometra i zajmuje kilka hektarów. Nie jedno polskie gospodarstwo zmieściłoby się na takiej powierzchni. Jest na niej bardzo jasny i czysty piasek, prawie w całości podmokły, bo w czasie przypływu Atlantyk zabiera dużą jej część. Podeszliśmy do brzegu, ale szybko też się wycofaliśmy. Była godz. 20.20, a my nie wiedzieliśmy, o której jest przypływ, a nie chcieliśmy ryzykować. A może plaża jest zabierana przez ocean dopiero zimą?










Po drodze widzieliśmy posąg Chessmana. Postawiono go tu w 1831 roku, by uczcić odkrycie na wyspie Lewis 78 figur szachowych wysokości człowieka. Zrobiono je w Norwegii w XII wieku. Teraz figury można obejrzeć w British Museum i Museum of Scotland. 



W drodze powrotnej mijaliśmy wóz terenowy, jakich tu wiele. Większość dróg na Lewis and Harris to single track road, ale są miejsca do wymijania – passing place. Do takiego miejsca dojeżdżaliśmy, gdy wtem kierowca z wozu terenowego z przeciwnego kierunku, który czekał, aż ustąpię mu pierwszeństwa przełożył coś na siedzenie pasażera z przodu. Tym czymś była strzelba – co do tego cała nasza trójka nie miała wątpliwości. Przez chwilę zrobiło nam się słabo, bo byliśmy kilkanaście mil od głównej drogi. Jednak szybko wytłumaczyliśmy sobie, że pewnie będzie polować na króliki, których przy plaży jest całe mnóstwo. Gdy wracaliśmy na parking, mieliśmy wrażenia, że wydmy całe ruszają się, a to ruszały się setki małych i większych królików. Jeżeli on jechał zapolować na nie, to nie powinnam go przepuścić, tylko spychać, zmuszać do cofania, co nie jest fajne, gdy droga jak serpentyna wije się raz w górę, raz w dół. Niech by się przejechał na wstecznym, to może odeszłaby mu ochota na strzelanie do królików, bo każdy z nim jest dla mnie Peterem Rabbitem. Ale zjechałam na passing place, bo nie wiadomo, co kierowcy mogłoby strzelić do głowy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz