Dwa tysiące lat przed Chrystusem we wsi Callanish zostały postawione najprawdopodobniej ręką człowieka kamienie. W tamtych czasach w północno-zachodniej Europie często stawiano budowle z kamienia i ziemi. Naukowcy przypuszczają, że dawały one ludziom poczucie jedności i stabilizacji, były miejscem kultu. Callanish Standing Stones ułożone są w znak krzyża lub - jak twierdzi mój syn - w kształt człowieka. W połowie XIX wieku w trakcie prac archeologicznych pod ułożonymi centralnie kamieniami odkryto grobowiec ze szczątkami ludzkimi. Z tego właśnie miejsca rozchodzą się kamienie, które mojemu synowi przypominają kształt człowieka. Naukowcy mają jednak mniej fantazji niż mój syn i nie potrafią dopatrzeć się symboliki.
Dziś zwiedzaliśmy stojące kamienie i jesteśmy niemal pewni, że odkryty w XIX wieku grobowiec znajduje się pod całym placem, na którym są ustawione kamienie. Jak tylko tam weszłam, poczułam, jak ziemia się pode mną ugina. Oczywiście moja rodzina zaczęła robić sobie żarty z mojej tuszy. Po chwili jednak naszą uwagę przykuły dziwne stopnie w trawie, które trochę przypominały krowie placki, ale to nie było to. Raczej wyglądało to jak szczyt drewnianych filarów, porośniętych z zewnątrz trawą.
Mój syn zaczął tupać nogą, a spod ziemi zaczął dolatywać taki głuchy dźwięk, jak z pudła. Na tej podstawie stwierdziliśmy, że grobowiec na pewno znajduje się pod całym placem, a nie tylko pod jego centrum.
Mój syn zaczął tupać nogą, a spod ziemi zaczął dolatywać taki głuchy dźwięk, jak z pudła. Na tej podstawie stwierdziliśmy, że grobowiec na pewno znajduje się pod całym placem, a nie tylko pod jego centrum.
Callanish Standing Stones jest starsze od Stonehenge, ale pod względem ważności zajmuje drugie miejsce. Jeśli będziecie chcieli zobaczyć stojące kamienie na własne oczy, musicie pojechać na zachód wyspy Lewis. Kamienie znajdują się na wysokości wyspy Great Bernera. Wstęp bezpłatny, jedynie odpłatne jest wejście na wystawę.
7 i pół mili za Callanish jest Dun Carloway Broch - fortyfikacje z epoki żelaza. Wieża składa się z podwójnych murów, a po prawej stronie od wejścia znajduje się pomieszczenie, w którym przebywał wartownik cały czas był gotowy do strzału. Wejście do środka jest bardzo niskie, mój syn wzrostu 192 cm musiałby złożyć się jak scyzoryk, żeby przejść przez bramkę.
Wstęp do wieży bezpłatny. Jeśli chcecie zwiedzić Dun Carloway Broch, wybierzcie w nawigacji miejscowość Carloway.
Poniżej wieży znajdują się pozostałości po domostwach. Bardzo dobrze widać z góry układ chat, zbudowanych z kamienia.
Śladami starych chat zawędrowaliśmy do Gearrannan Blackhouse Village. To miejsce do zwiedzania, ale także do nocowania. Można tu wynająć miejsce w hostelu albo wynająć chatę i poczuć się, jak Szkot.
W wiosce popularna była praca chałupnicza, a mianowicie wyrabianie tweedu, z którego znani są Szkoci.
Wnętrza domów były bardzo skromne, pomieszczenia malutkie, w łóżku w "czarnym domu" nie zmieściłby się żaden Polak, były tak krótkie.
Niegdyś wioska tętniła życiem, mieszkali w niej ludzie morza, a w zasadzie ich rodziny, które na nich czekały. Później jednak młodzi poszli w świat, wyjechali na studia, osiedli w dużych miastach, a do wioski wracali tylko na wakacje. Ostatni mieszkaniec wyprowadził się w 1975 roku, a wioskę zamieniono na muzeum.
Jeśli chcecie zobaczyć Blackhouse, ustawcie w nawigacji miejscowość Garenin. To angielski odpowiednik celtyckiej nazwy Gearrannan. Wstęp płatny, za dwie osoby dorosłe i ucznia zapłaciłam 8 funtów.
Poniżej wioski "czarnych domów" jest zatoka. Plaża w połowie piaszczysta, w połowie kamienista, która - UWAGA!!! - w czasie przypływu jest zabierana przez ocean.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz