Wstałam o 9.00 rano. Słychać było, jak
moja mama kąpie się w łazience. Michał pod nosem mruczał coś w swoim
łóżku. Byłam zdziwiona. Myślałam, że
będziemy spać co najmniej do południa. Podeszłam do drzwi balkonowych. Przez zasunięte
żaluzje promienie słońca usiłowały dostać się do środka. Wyszłam na balkon. Po
twarzy smagało mnie ciepłe powietrze. Ocean szumiał. Pierwszy dzień na
Hawajach. Jak fajnie! Rozejrzałam się wokół. Wczoraj nie chciało nam się
rozglądać. Byliśmy potwornie zmęczeni. Dziś ciekawość wzięła górę. Z prawej
uliczka. To zapewne ta, którą jechaliśmy z lotniska. Wieczorem – nawet pomimo
zmęczenia zauważyłam – wyglądała zjawiskowo, głównie dzięki pochodniom
wetkniętym w wazony. Z lewej zakole hotelu. Ściana budynku wygląda porządnie,
okna nie odstraszają. Przede mną ocean i plaża. Nasz hotel nie jest
bezpośrednio przy plaży, ale przed nami stoi budynek zdecydowanie niższy od
naszego, przez co widok jest idealny.
Do pokoju weszła mama.
- Skoro nikt z nas nie śpi, to chodźmy
na śniadanie.
Wczoraj umówiliśmy się, że śpimy do
oporu i najwyżej pójdziemy na wczesny lunch. Skoro jednak już się obudziliśmy,
to rzeczywiście: chodźmy na śniadanie. Która godzina jest w Polsce? Po 21.00.
Pora kolacji.
- Witam w restauracji Waikiki Parc
Hotel. Jaki jest numer Państwa pokoju?
Jesteśmy w restauracji hotelowej.
Recepcjonistka, śliczna Azjatka prosi nas, żebyśmy zaczekali na nasz stolik.
Tymczasem Michał wziął do czytania gazety, wywieszone na stojakach.
- Stolik już gotowy. Proszę Państwa ze
mną.
Krótkie targowanie się o to, kto z kim
idzie do bufetu, a kto pilnuje toreb. Niby wszyscy wokół wyglądają na
uczciwych, ale wiadomo? Mama – jak zwykle – zwycięża. Ona zostaje na
posterunku, a nas siłą wypycha, żebyśmy sobie nałożyli. Szwedzki stół to owoce,
śniadanie – powiedzmy – angielskie: kiełbaski, jajecznica, kontynentalne:
płatki śniadaniowe z mlekiem i japońskie: zupa miso i jakiś makaron z soi z
dodatkami. Rzucam się na japońskie potrawy. Kuchnia azjatycka jest w Stanach
najsmaczniejsza. Na Hawajach wcześniej nie byłam, ale w Los Angeles najlepsze
jedzenie było w japońskiej restauracji przy Hollywood Boulevard. Jak się
zorientowaliśmy, że nam tam smakuje, zostaliśmy stałymi klientami.
Postanowiliśmy, że się nie kładziemy.
W Honolulu jesteśmy raptem cztery dni, więc musimy je wykorzystać. Co prawda
pod koniec podróży przyjedziemy tu ponownie na cztery dni, ale wiadomo, trzeba
czas dobrze spożytkować. Poza tym mamy vouchery na autobus dla zwiedzających
(sightseeing bus). Pojeździmy nim trochę, odpoczniemy.
Wsiadamy do windy, żeby wjechać na
nasze piętro.
- Michał, wsadź do panelu kartę
magnetyczną, bo ta winda nie ruszy.
Winda stoi w miejscu. Ciekawa jestem,
jak goście, którzy przyszli w odwiedziny mają wjechać na odpowiednie piętro.
Pal licho, jeśli ci, do których jadą mieszkają na trzecim piętrze, ale co
powiedzieć, kiedy trzeba do nich wejść na dwudzieste dziewiąte. Dziękuję
bardzo. Michał wkłada kartę i winda rusza. Nie zatrzymuje się na żadnym piętrze
poniżej piątego. Nawet odpowiednich przycisków nie ma na panelu.
Powyższy tekst jest częścią
moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży na trzy hawajskiej wyspy: Oahu,
Big Island i Maui. O tej podróży napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po
szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny
jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do
wyjazdu na Hawaje".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz