czwartek, 23 kwietnia 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Łódź podwodna, mój syn i tłumaczenie na japoński



Nie przypuszczałam, że wejście będzie takie wygodne. Jest z nami niepełnosprawny chłopak, którego na rękach znosił opiekun. Przed chwilą wymieniliśmy z Michałem uwagę, że taka klaustrofobiczna przestrzeń statku nie jest chyba najlepsza dla osób z niepełnosprawnością umysłową, chociaż może – wprost przeciwnie – działać stymulująco. Żadne z nas nie studiowało psychologii, ani psychiatrii, ale żadna z tych specjalizacji nie jest nam potrzebna, by ocenić, że melodia, która płynie właśnie z głośników to chyba jakaś kpina.



-          Czy Ty słyszysz to samo, co ja? – pyta mój wyraźnie ubawiony syn.



Tak, słyszę, to motyw przewodni z filmu „Titanic”. Gdybyśmy byli na parowcu, pomyślałabym, że załoga daje nam coś do zrozumienia. Ale ponieważ jesteśmy blisko dna w łodzi podwodnej, to traktuję to jak dobry żart. Syn ocenia: „Oni chyba postradali zmysły”. Na wszelki wypadek rozglądam się w poszukiwaniu mojej mamy. Przed wejściem do statku zostaliśmy rozdzieleni, wchodziliśmy dwoma różnymi wejściami pod dyktando marynarzy. Ponieważ Michał był drugi za mną, wszedł tym samym, co ja wejściem. Ciekawe, czy po tamtej stronie są podobne jak po tej widoki, ale na pewno mama też widzi wszystko w błękitach. Pod wpływem światła żółta bluzka Michała z zielonym napisem kompletnie zmieniła kolor. Obserwujemy rybę leniwie płynącą przed naszymi oknami. Dla zabawy biorę słuchawki z tłumaczeniem i nastawiam na język japoński. Syn nie wytrzymuje.



-          O mój Boże, czy Ty nie rozumiesz, co się do Ciebie mówi? Przecież powiedzieli, że słuchawki są dla tych, którzy nie rozumieją po angielsku. Odłóż je, bo narobisz obciachu.



Nie mogę sobie posłuchać japońskiego tłumaczenia, bo mój syn wyrywa mi z ręki słuchawki i odkłada je na miejsce. Muszę być grzeczna, bo jak mnie wyprosi z łodzi, to wpadnę w szczęki rekina. Nie widać go tu co prawda. Zamiast niego jest wrak statku, stąd pewnie przed chwilą z głośników popłynęła muzyka z „Titanica”.



Wrak pełni funkcję rafy, mnóstwo w nim ryb i rybek, różnych zwierząt morskich. Wśród nich m.in. murenowate (White Mouth Moray Eel / Puhi-oni-o), chetonikowate (Milletseed Butterfly Fish / Lau-Wiliwili), hawajska ryba Sergeant (Hawaiian Sergeant / Mamo), dascyllus (Hawaiian Dascyllus / `ālo`ilo`i), heniochus acuminatus (Pennantfish / false kihikihi), lucjan kaszmirski (Bluestripe Snapper / ta`ape) i alutera pisana (Scribbled Filefish / loulu). Dostaliśmy dziennik nurka ze wszystkimi nazwami tutejszej fauny i flory, więc później będziemy mogli dokładniej to sprawdzić. Gatunki, które wymieniłam żyją podobno wyłącznie w wodach przybrzeżnych Hawajów, ale ichtiologiem nie jestem, więc nie mam stuprocentowej pewności.



Firma „Submarine Atlantis”, organizator rejsu pomaga w odnowieniu środowiska morskiego wybrzeży Waikiki. Wrak, koło którego przepływamy jest jednym z kilku sztucznych raf, które mogły powstać dzięki finansowemu wsparciu armatora. Przyczyniają się one do zwiększenia biomasy ryb, korala i rozwoju całego morskiego życia.



Przez ostatnie 100 lat fauna u wybrzeży Waikiki stopniowo zanikała. W miejscu, w którym jesteśmy znajduje się największa sztuczna rafa. Składają się na nią wraki dwóch statków: okręt Marynarki Wojennej YO-257, który zatonął w 1989 roku odległości dwóch mil morskich od wybrzeży oraz koreańska łódź rybacka St. Pedro.



Podpływamy do kolejnej rafy, zrobionej ręką człowieka. To rodzaj żelaznej drabinki, przypominającej zabezpieczenia, które zimą chronią polskie drogi przed wdzieraniem się śniegu z pól. Jest tu kilka konstrukcji betonowych, przypominających piramidy, które powstały we współpracy z Uniwersytetem Hawajskim (University of Hawaii Sea Grant Program). Leżą też szczątki dwóch samolotów, które uległy katastrofie. 



Suniemy po dnie oceanu, które nie jest równe. Co chwilę widzimy uskok, który wygląda jakby powstał w wyniku wybuchu podwodnej bomby. Podpływamy do kolejnego wraku, obrośniętego wodorostami, przy którym leżą skamieliny i pływają różnokolorowe ryby. Widok ten robi na mnie niesamowite wrażenie. Wrak wygląda jakby się ruszał. Ryby, chaotycznie pływając są w stanie „ożywić” nawet skamieniałości. Jedna z nich podpłynęła do okna. Jest zaledwie kilkanaście centymetrów od nas.



Skąd taki chaos wśród ryb? Zachowują się one chaotycznie zazwyczaj wtedy, kiedy w pobliżu jest rekin. Tylko gdzie on jest? Nigdzie go nie widzę.



Rozejrzałam się dookoła. Ludzie robią zdjęcia, siedzą bardzo blisko okien. Filmują. Może dla ryby też wyglądają tak, jak ona, z przyklejonymi nosami do szyby.



Podpłynęła kolejna ryba, płynie teraz razem z nami. Chyba chce się załapać „na gapę”. Dla niej łódź to jak dla rowerzysty autobus. Można się na czymś przez chwilę oprzeć i dać się holować.



Zaczęliśmy się wynurzać. Nad nami widzimy błękitną plamę. Okna są bardzo duże, jak na możliwości tak małego statku. Teraz mam wrażenie, że „przecinamy” ocean, który niczym szklana szyba pęka pod jego naporem. Czuję się, jakbyśmy siedzieli we wnętrzach wieloryba, stwora, który za chwilę dotknie tafli wody. Nad nami widać przedzierające się światło. Jesteśmy blisko powierzchni wody. Nagle wdzierają się do środka promienie słońca, jesteśmy wynurzeni do połowy.



Jeśli będziecie chcieli na Hawajach wybrać się w rejs łodzią podwodną, to doradzam nasz wybór – The Premium Submarine Tour. Łódź, którą popłyniecie jest obszerniejsza i ma większe okna. W obu ofertach znajdziecie tłumaczenie na japoński, chiński i koreański, więc jeśli będziecie mieli sprzyjające warunki, czyli nie będzie z Wami mojego syna, Wasza podróż po dnie oceanu może być jeszcze bardziej egzotyczna. 

Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 












 
 





 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz