-
Proszę zdjąć
okulary.
Stoimy przed celnikiem na lotnisku w
Vancouver. Pomimo, że słońce nie dociera do okienka odpraw, ja w dalszym ciągu
mam założone okulary. Po prostu jestem zmęczona i kompletnie zapomniałam, żeby
je zdjąć. Bez słowa wykonuję polecenie, bo człowiek naprzeciwko ma nade mną
przewagę.
- Gdzie jest Wasze Form I-94? – pyta.
- Nie wypełniliśmy tego blankietu, bo
celnik, u którego odprawialiśmy się na dole powiedział, że tego nie
potrzebujemy.
Celnik, stojący po drugiej stronie
kontuaru czerwienieje.
- Co mnie obchodzi jakiś facet na
dole? Jesteś u mnie i to ja Ci mówię, co masz wypełniać.
Uuu, nie jest dobrze. Postanawiam
przestać się spierać. Zakładam na twarz maskę skruchy. Nigdzie nie było
napisane, jakiej narodowości celnicy pracują w tutejszych okienkach, ale facet
naprzeciwko nie wygląda na Kanadyjczyka. Czyżby obsługiwał nas Amerykanin?
Boże, przez ile kontroli jeszcze przejdziemy? Ta jest kolejna, a przecież nie
dotarliśmy do portu docelowego. Okazanie skruchy skutkuje. Celnik, człowiek
postawny i kompletnie łysy gramoli się ze swojej budki i prowadzi nas do
stanowiska, przy którym wypełnia się dokumenty. Rozkłada przy każdym z nas
osobny blankiet, jakbyśmy nie wiedzieli, że każdy z nas stanowi osobną
jednostkę. Ale nie daję po sobie poznać, że uważam to zachowanie za idiotyczne.
Przeciwnie: serdecznie mu dziękuję, byle tylko sobie poszedł.
Czekamy w długiej kolejce do odprawy
bagażu ręcznego. Całe szczęście, ja nigdy nie kupuję biletów na loty łączone z
przerwą krótszą niż 3 godziny. I moja przezorność po raz kolejny skutkuje.
Minęły już dwie z trzech godzin. Bardzo denerwowalibyśmy się, gdyby trzeba już
było szykować się do wyjścia, a my tkwilibyśmy w kolejce. A tak spokojnie
zdejmujemy buty, paski, zegarki, jak wszędzie. Przez bramkę do wykrywania
metali przechodzi moja mama. Słychać pisk. Uprzejmy celnik, wyraźnie
Kanadyjczyk bardzo miło ją informuje: „Została Pani wytypowana przez nasze
urządzenie do kontroli osobistej”. Zupełnie jak w Toto Lotka – maszyna losująca
wytypowała Panią do odebrania nagrody. A jednak może być miło, nawet jeśli
trzeba przejść przez kontrolę osobistą. Następnie przez bramkę przechodzi Michał.
Urządzenie nie piszczy. Teraz kolej na mnie. Bingo. Bramka wydaje
charakterystyczny dźwięk. Chyba jest ustawiona tak, by łapać co drugą osobę.
Podchodzi celniczka, również Kanadyjka.
- Bardzo przepraszam, ale to rutynowa
kontrola.
Nie mam jej tego za złe. Zaczynam
lubić Kanadyjczyków. Mają w sobie taki spokój i miłe usposobienie. Celniczka
jest sympatyczna i bardzo rozmowna. Zwraca uwagę na wielki plaster na moim palcu
u prawej nogi. Niestety już w Greenwich zauważyłam, że zebrała mi się ropa w
okolicach paznokcia, ale pomimo solidnego ubezpieczenia postanowiłam nie zawracać
sobie głowy wizytą u chirurga. Trzy dni w Londynie to i tak bardzo mało, więc
zmieniałam okłady i nie zwracałam na palec uwagi.
- Bardzo pechowo uderzyłam palcem w
szufladę pod łóżkiem i zaczęło ropieć.
Celniczka bardzo mi współczuje i nie
wygląda na to, że współczucie jest udawane. Kiedy rozmawiamy o tym, jej twarz
wykrzywia się z bólu, mam więc wyrzuty sumienia, że trochę tego bólu przenoszę
na nią. Równocześnie dokonuje kontroli i po chwili mnie puszcza. Życzy udanej
podróży i wspaniałych wakacji.
Idziemy dalej.
- Czy to Państwa bagaże?
Jest jeszcze jedno stanowisko, które
powinniśmy odwiedzić, zanim pójdziemy do wyjścia. Stoi na nim komputer, na
którym wyświetlono zdjęcia naszych trzech walizek, które na lotnisku Heathrow w
Londynie oddaliśmy do luku bagażowego. Każda walizka ma widoczny numer naszego
biletu.
- Ale genialny pomysł – mama jest
pełna uznania dla obsługi lotniska.
- Tak, to nasze walizki. Wszystko się
zgadza.
Ufff, nasze walizki lecą z nami. To
dobrze. Mam nadzieję, że wszyscy szczęśliwie wylądujemy w Honolulu.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży
przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej
podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście.
Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze
jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na
Hawaje"


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz