poniedziałek, 25 maja 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Moje dziecko "zaklinowało się" w dziale ze sprzętem do sportów wodnych

Musimy znaleźć sklep. Od tego zaczynamy każdy pobyt, jeśli nie spędzamy go w hotelu. Pewnie na takim osiedlu jest jakiś sklep. Chyba powinien być. Są tu korty, boiska, baseny. Powinna być cała infrastruktura. W Europie w takim kompleksie wypoczynkowym byłby przynajmniej jeden sklep. Nikt nie oddałby możliwości zarobienia dodatkowych pieniędzy komuś z zewnątrz. Chodzimy wokoło i nie możemy znaleźć żadnej informacji. Doszliśmy do szlabanu.

- Dzień dobry, dziś przyjechaliśmy i szukamy sklepu. Czy na tym osiedlu jest jakiś? – pytam osobę, która wpuszcza samochody.

- No, niestety na osiedlu nie ma, ale niedaleko jest supermarket – odpowiada.

- Niedaleko? Czy dojdziemy na piechotę? To rzeczywiście niedaleko? – chcę się upewnić, bo nie chce mi się z siatami gnać kilka mil.

- Na piechotę?! – pyta przerażony parkingowy – Nie, pewnie, że nie. Niedaleko, ale samochodem. Musicie wrócić po swój pojazd. Cofniecie się do głównej drogi i przejedziecie na drugą stronę. Tam na wzgórzu jest kompleks handlowy. Jest w nim supermarket. 

W kwestii komunikacji samochodowej Amerykanie biją wszystkich na głowę. Nawet mnie, która kilkaset metrów pokonuje samochodem, a spaceruje niezwykle rzadko.

Faktycznie lepiej było przyjechać do sklepu samochodem. To nie jest daleko, ale szlibyśmy dwadzieścia minut w jedną stronę z ciężkimi siatkami.

- To chyba mamy wszystkie najpotrzebniejsze produkty – mówi mama.

Moje dziecko "zaklinowało się" w dziale ze sprzętem do sportów wodnych. Przestępuje z nogi na nogę, patrząc tęsknie na body-board (deska do pływania).

- Michale, w schowku na tarasie są dwie deski. Możesz z nich korzystać – usiłuję zaapelować do jego zdrowego rozsądku.

- Na tamtych nie będę pływać. Mowy nie ma! Widziałaś, jakie są zużyte? – Michał jest w tej kwestii zdecydowany.

- A czy Ty w ogóle będziesz na niej pływać? Bo ona kosztuje 30 dolarów plus podatek. Jeśli nie będziesz, to ja wolę, żebyś na co innego przeznaczył te pieniądze. 

- Tak, tak, będę. Naprawdę!!! – moje dziecko w takim momencie jest w stanie obiecać gruszki na wierzbie i szóstki na cenzurce.

Jestem ciekawa, ile razy skorzysta z deski.

- Czy Pani kupiła synowi koszulkę do body boardu? – zaczepia mnie jedna z ekspedientek – Syn nie powinien pływać z gołym torsem, bo często pływacy obcierają sobie brzuch do krwi. Nawet niech założy zwykłą T-shirtkę, żeby ochronić ciało.

Serdecznie jej dziękuję. Nie wyglądamy na Hawajczyków, więc z pewnością z troski o turystów ta pani postanowiła nam dobrze doradzić.

- Może cofnijmy się i ja kupię odpowiednią bluzkę – zaczynam mieć wątpliwości, czy zakup body board był rozsądny.

- Chyba żartujesz? Nie zamierzam pływać w żadnych bluzkach, ani T-shirtach. Ta kobieta zwariowała – moje dziecko, jak zwykle, wie lepiej.

Ja się jeszcze waham, ale on do mnie podchodzi, bierze za ramię i wyprowadza ze sklepu.

- Lepiej otwórz samochód – komenderuje.


Pakujemy zakupy do środka, deskę na tylne siedzenie i wracamy na osiedle, które jednak jest właściwym adresem. „La Bella Vita” – jak mawiają Włosi. 


Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz