O siódmej rano budzi mnie szmer pod
oknami. Co to – u diabła – może być? Gramolę się z łóżka wkurzona, że na
wakacjach wstaję o tak "nieludzkiej" porze. Odsuwam moskitierę i
wychodzę na taras (do lanai). Jest
czysto, wczoraj wyczyściliśmy stół i opróżniliśmy kosz wedle wskazówek,
zamieszczonych w instrukcji od concierge`a J. Nic nie widać. Podchodzę do barierki
i patrzę w dół. Jest! Meleks, którym ogrodnik podjechał pod nasz taras. Czy oni
muszą o tej porze pracować? Ten człowiek porządkuje trawnik, który nie jest
zaniedbany, jest równo przycięty, nie ma na nim żadnych brudów, jest jaskrawo
zielony, a więc dobrze nawilżony. Co można o tej porze "chcieć"
jeszcze od trawnika? Naprawdę nie rozumiem. Ogrodnik już chyba nic nie chce.
Wsiadł właśnie do meleksa i odjeżdża, wydając charakterystyczny szum. Tylko bez sensu mnie obudził, jak zapewne
wiele innych osób, które śpią po tej stronie mieszkania (condo).
- Co się dzieje? Już wstałaś? – pyta
mnie mama.
- Tak, jakiś wariat jeździ o tej porze
meleksem. Jakby nie mógł rozpocząć pracy o 10.00 – jestem na niego zła.
- U nas też było słychać meleks –
pociesza mnie mama – bo mamy otwarte drzwi na taras.
W tym mieszkaniu lanai, czyli tarasy są dwa, po obu stronach budynku. Na każdym są
stoły. W ogóle naliczyłam, że w sumie są tu cztery stoły, przy których można
zjeść.
- A dlaczego mieliście otwarte drzwi na
taras (do lanai)? – pytam zdziwiona.
Przecież klimatyzacja gorzej działa. Mój klimatyzator nie działa, jest
uszkodzony, dlatego musiałam spać przy otwartych drzwiach, za moskitierą.
- Było tak przeraźliwie zimno, że postanowiłam
wyłączyć klimatyzację i otworzyć drzwi.
I beg your pardon? Słucham?! Jak to „przeraźliwie zimno”? To na
jaką temperaturę oni nastawili ten klimatyzator?
- Michał nastawił na 60º F. Twierdził,
że to odpowiednia temperatura – opowiada babcia – Zrobiło się tak zimno, że
zaczęliśmy się trząść, a ponieważ było późno, to po prostu wyłączyłam
klimatyzację i otworzyłam drzwi na balkon.
No to rewelacja! W mieszkaniu, w
którym jest sześć urządzeń z dostępem do Internetu i WiFi w cenie wynajmu ludzie
w środku lata na Pacyfiku marzną, bo młodemu człowiekowi nie chce się zajrzeć
na stronę z przelicznikiem stopni Fahrenheita na stopnie Celsjusza. Ciekawe,
ile to stopni. Sprawdzam w necie. No, "elegancko"! 15,5ºC. Po prostu
"bosko". Ciekawe, które z nich wcześniej się pochoruje?
Podchodzę do kostkarki lodu. Wsypuję
trochę do Coca-Coli Zero.
- Mamo, jak Ty możesz pić taki zimny
napój rano? – wymądrza się mój syn.
- Ja mogę, ale ja nie spałam w pokoju,
schłodzonym do temperatury 15 stopni Celsjusza, więc mnie nic nie będzie –
ripostuję.
- No to ja też chcę – moje dziecko
sięga po swoją Colę.
- No, nie, Michałku – włącza się
babcia – Ty nie. I wyjmuje mu z ręki puszkę napoju. Najwyraźniej podpadł.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz