środa, 27 maja 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - I beg your pardon! Jak to "przeraźliwie zimno"?

O siódmej rano budzi mnie szmer pod oknami. Co to – u diabła – może być? Gramolę się z łóżka wkurzona, że na wakacjach wstaję o tak "nieludzkiej" porze. Odsuwam moskitierę i wychodzę na taras (do lanai). Jest czysto, wczoraj wyczyściliśmy stół i opróżniliśmy kosz wedle wskazówek, zamieszczonych w instrukcji od concierge`a J. Nic nie widać. Podchodzę do barierki i patrzę w dół. Jest! Meleks, którym ogrodnik podjechał pod nasz taras. Czy oni muszą o tej porze pracować? Ten człowiek porządkuje trawnik, który nie jest zaniedbany, jest równo przycięty, nie ma na nim żadnych brudów, jest jaskrawo zielony, a więc dobrze nawilżony. Co można o tej porze "chcieć" jeszcze od trawnika? Naprawdę nie rozumiem. Ogrodnik już chyba nic nie chce. Wsiadł właśnie do meleksa i odjeżdża, wydając charakterystyczny szum.  Tylko bez sensu mnie obudził, jak zapewne wiele innych osób, które śpią po tej stronie mieszkania (condo).

- Co się dzieje? Już wstałaś? – pyta mnie mama.

- Tak, jakiś wariat jeździ o tej porze meleksem. Jakby nie mógł rozpocząć pracy o 10.00 – jestem na niego zła.

- U nas też było słychać meleks – pociesza mnie mama – bo mamy otwarte drzwi na taras.
W tym mieszkaniu lanai, czyli tarasy są dwa, po obu stronach budynku. Na każdym są stoły. W ogóle naliczyłam, że w sumie są tu cztery stoły, przy których można zjeść.

- A dlaczego mieliście otwarte drzwi na taras (do lanai)? – pytam zdziwiona. Przecież klimatyzacja gorzej działa. Mój klimatyzator nie działa, jest uszkodzony, dlatego musiałam spać przy otwartych drzwiach, za moskitierą.

- Było tak przeraźliwie zimno, że postanowiłam wyłączyć klimatyzację i otworzyć drzwi.
I beg your pardon? Słucham?! Jak to „przeraźliwie zimno”? To na jaką temperaturę oni nastawili ten klimatyzator?

- Michał nastawił na 60º F. Twierdził, że to odpowiednia temperatura – opowiada babcia – Zrobiło się tak zimno, że zaczęliśmy się trząść, a ponieważ było późno, to po prostu wyłączyłam klimatyzację i otworzyłam drzwi na balkon.

No to rewelacja! W mieszkaniu, w którym jest sześć urządzeń z dostępem do Internetu i WiFi w cenie wynajmu ludzie w środku lata na Pacyfiku marzną, bo młodemu człowiekowi nie chce się zajrzeć na stronę z przelicznikiem stopni Fahrenheita na stopnie Celsjusza. Ciekawe, ile to stopni. Sprawdzam w necie. No, "elegancko"! 15,5ºC. Po prostu "bosko". Ciekawe, które z nich wcześniej się pochoruje?

Podchodzę do kostkarki lodu. Wsypuję trochę do Coca-Coli Zero.

- Mamo, jak Ty możesz pić taki zimny napój rano? – wymądrza się mój syn.

- Ja mogę, ale ja nie spałam w pokoju, schłodzonym do temperatury 15 stopni Celsjusza, więc mnie nic nie będzie – ripostuję.

- No to ja też chcę – moje dziecko sięga po swoją Colę.


- No, nie, Michałku – włącza się babcia – Ty nie. I wyjmuje mu z ręki puszkę napoju. Najwyraźniej podpadł.

Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz