czwartek, 28 maja 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Amerykańskie "tuż za rogiem", czyli mierząc świat w milach na godzinę

Nastawiliśmy nawigację na Kahalu`u Beach Park, Kahaluu-Keauhou, HI 96740. To niedaleko stąd, niecałe 5 mil (8 km), wedle amerykańskich standardów – "tuż za rogiem". Amerykanie mnie rozbrajają, mierząc świat w milach na godzinę. To zaczyna być "urocze".

Kahalu`u Beach Park znajduje się w maluteńkiej zatoczce, która mieści się w sercu miasta Kailua-Kona. Jest jedną z plaż, przy której brzegach pływają nie tylko żółwie, ale również wiele gatunków oswojonych ryb. Podobno tutejsze rybki niczym niezrażone podpływają do kąpiących się ludzi. Choć nie jest rezerwatem morskim, pod względem liczby gatunków Kahalu`u Beach Park może konkurować, a nawet czasem prześciga prawdziwe rezerwaty.

Zaparkowaliśmy na pobliskim parkingu. Jest tu wiele samochodów. Na miejsce musieliśmy chwilę zaczekać. Na całe szczęście jeden pojazd odjeżdżał, więc nie byłam zmuszona szukać szczęścia po drugiej stronie ulicy.

Brzeg jest cały "usiany" skałkami. Pomiędzy nimi utworzyły się maluteńkie jeziorka. Trzeba będzie bardzo uważać, żeby nie ześlizgnąć się i nie złamać nogi. Taki "tor przeszkód" ustawiła tu Matka-Natura. Żeby dotrzeć do miejsca, gdzie jest głębiej, trzeba będzie skakać jak rusałka.

Rozkładamy leżaki. W zasadzie to nie są leżaki, tylko krzesełka bardzo nisko osadzone. Leżeć na tym się nie da. Takie "wynalazki" znaleźliśmy w schowku u Debry, ale tu wszyscy mają takie same. Czyżby nikt tutejszym mieszkańcom nie pokazał, jak wygląda porządny leżak?

Wchodzę za Michałem do wody. Żałuję, że nie zabrałam z condo butów do sportów wodnych. Cofam się do niby-leżaka. Piasek jest ciepły, bardzo ciepły, wręcz gorący. "Frunę" nad nim do niby-leżaka i zakładam crocsy. Teraz mogę chodzić i po piasku, i po kamienistym dnie.

Grupka Azjatów skupiła się przy prawym brzegu. Ciekawe, czemu oni tak uważnie się przyglądają?

Podchodzę bliżej. Trwa sesja zdjęciowa, a jej obiektem jest żółw morski. Biedne stworzenie musi "pozować" do zdjęć. Idę dalej. Ryby przemykają mi między nogami. Dookoła pływają ludzie z rurkami do snorkelingu. Wyszłam poza pas wodny usiany skałkami. W dalszym ciągu jest płytko, lecz na tyle głęboko, że można pływać z rurką.

Zatoczka otoczona jest w połowie zanurzonym murem skalnym, który daje odpór większym falom, wpuszczając łagodniejsze. To one niosą ze sobą pożywienie dla tutejszej fauny.

W zatoczce żyje dużo ryb, bo dno nie jest usadowione głęboko, a woda nie sięga dorosłemu mężczyźnie wyżej niż do szyi. W najgłębszym miejscu w czasie największych przypływów nie ma więcej niż 10 stóp (3 m). W płytkiej wodzie promienie słoneczne mogą przenikać na samo dno, przyczyniając się do wzrostu zdrowego korala. Koral w zamian jest domem dla wszystkich organizmów, żyjących w zatoczce. Daje im także pożywienie.

Wracam na brzeg. Teraz ja popilnuję naszych rzeczy tak, by mama mogła zanurzyć się w oceanie. Ona jednak zabiera ze sobą aparat, więc o kąpieli nie ma mowy.

Rozglądam się dookoła. Staram się ocenić teren. Jest tu szkółka sportów wodnych, wypożyczalnia sprzętu, zadaszony taras z wieloma stołami, przy których można zjeść. Pożywienie jednak trzeba ze sobą zabrać. Kolejne miejsce, w którym nie ma knajpy, a naprawdę jest ono oblegane przez plażowiczów. O co chodzi z tą gastronomią na Dużej Wyspie? Po raz kolejny widzę ludzi z wielkimi lodówkami samochodowymi, w których mają przywiezione z domu jedzenie. Dlaczego w takich miejscach nie można nic kupić, nawet lodów, czy napojów? Mnie to się nie podoba. Trzeba będzie za jakiś czas zebrać się na lunch do miasta lub do mieszkania. Sądząc po naszych strojach, to raczej do mieszkania. Tu można byłoby zjeść w strojach plażowych. W takim miejscu strój jest niezobowiązujący.

Michał wraca.

- Jestem głodny – informuje mnie – Czy tu można coś zjeść?


Kiwam głową, że nie, omiatam wzrokiem niewykorzystaną przez Hawajczyków przestrzeń. Zbieramy się do condo. Wieczorem będziemy podziwiać zachód słońca na plaży, która jest bliżej nas. 


Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz