- Cholera, jak to działa? – Mocuję się z parkomatem przy
Parku Stanowym Wodospadu Akaka (Akaka Falls State Park). Podchodzi pani rangerka
i oferuje pomoc.
- Jaki jest numer rejestracyjny? –
pyta.
No nie – myślę sobie. Nie każcie mi
uczyć się na pamięć numeru rejestracyjnego wynajętego samochodu. Nawet numeru
własnego pojazdu nie pamiętam. Samochód m
a pilota i zawsze reaguje, gdy go
używam. Nawet na parkingu, na którym są same tylko Chevy Impala w kolorze
beżowym mogę poznać, który jest przeze mnie wynajęty.
- Przepraszam, nie pamiętam. Muszę się
cofnąć do samochodu.
Strażniczka wrzuciła już monety, dużo
monet, ponieważ nie miałam większych nominałów, a muszę zapłacić za parking $5.
Ustawiła się już kolejka chętnych, by skorzystać z parkomatu.
- To ja chyba cofnę się do samochodu –
nieśmiało proponuję. Spogląda na mnie, ale życzliwie. Może nie jestem pierwszą
napotkaną przez nią „sierotą”. Coś tam wciska i wyskakuje bilet. Czyżby
specjalna opcja na wypadek, gdyby się trafił „trudny” klient?
Dojechać można tu bardzo łatwo.
Zauważyłam, że wszystko na Hawajach ma kod pocztowy, nawet punkty widokowe.
Jedyne miejsce, którego kodu nie znam to dom w lesie tropikalnym, ale w
harcerstwie byłam, to i po przydrożnych słupkach trafiłam. I tak dobrze, że nie
kazali mi po mchu poznawać stron świata, bo byłoby gorzej. Znacznie gorzej. Z
tych bajek, którymi nas „katowano” w dzieciństwie zdecydowanie lepiej dziś
radzę sobie z paprocią.
Wodospad Akaka znajduje się na końcu
drogi Akaka Falls Road przy Hway 220, 3.6 mili (5,8 km) na południowy zachód od
miasta Honomu i 11 mil (18 km) od Hilo. Kod pocztowy to HI 96720.
Opłata parkingowa za samochód – jak
wspomniałam – wynosi $5 i jest jednocześnie biletem wstępu dla całej grupy,
która nim przyjechała. Turyści piesi płacą $1 od osoby tylko, że ja nie widzę
tu żadnych turystów pieszych. W ogóle chyba w Stanach wszystko jest
zorganizowane pod turystów zmotoryzowanych, wszędzie da się dojechać
samochodem. Gdy sporządzałam zimą plan zwiedzania, wycieczkę do tutejszego
parku zaplanowałam na cały dzień. Obawiałam się, czy ja i mama damy radę
podejść tak blisko wodospadu. Zabrałyśmy buty sportowe, a wahałyśmy się, czy
nie wziąć ze sobą obuwia do trekkingu. Tymczasem robimy dosłownie dwa kroki i
jesteśmy przy Akaka Falls. Naprawdę bliżej się już nie da podjechać.
W Parku Stanowym Wodospadu Akaka można
za jednym zamachem zobaczyć dwa wodospady: Akaka i Kahuna.
Akaka w języku hawajskim oznacza
„rozdzielenie, szparę, separację, kamień, skalę”, a także jest czasownikiem, który
znaczy „pęknąć, rozdzielić”. Jest też imieniem, a nawet nazwiskiem pewnego
amerykańskiego polityka, działacza Partii Demokratycznej i przedstawiciela
stanu Hawaje w Senacie Stanów Zjednoczonych. Daniel Akaka jest pierwszym
senatorem, który jest rdzennym Hawajczykiem oraz jedynym, który ma również
korzenie chińskie.
W miejscu, w którym się znajdujemy
Akaka jest nazwą wodospadu (Akaka Falls), który wznosi się na wysokość 442 stóp
(134 m) i jest ponad dwukrotnie wyższy od słynnego wodospadu Niagara. Dla
porównania Niagara Falls jest wysoki na 167 stóp (51 m), za to jest znacznie
szerszy, a jego wody spadają z większą mocą.
Od samego wejścia każde z nas poszło w
inną stronę. Ja stoję zauroczona przed wodospadem i nie mogę się na niego
napatrzeć. Po wczorajszej wycieczce do parku wulkanów, taki widok jest bardzo,
bardzo przyjemną odmianą. Wokoło jest mnóstwo roślin. Woda spada z góry,
porośniętej piękną, żywą zielenią. Szumi, nie huczy. Jeśli to prawda, co mówią,
to przy wodospadzie Niagara nie da się porozmawiać. Huk jest wszechogarniający.
Michał poszedł ścieżką pod prąd. Tak
naprawdę są to schody. Można nimi iść dookoła tej części parku, która jest
udostępniona dla zwiedzających. Mają długość 0,4 mili (600 m) i łatwo po nich
chodzić. Schody tworzą pętlę i nagle ja, i syn spotykamy się w połowie drogi.
- Nie masz, po co tam iść – oznajmia
mój pierworodny – Ja już tam byłem.
- Chyba żartujesz? Ma mi to
wystarczyć?
- Nie, tam nic nowego nie zobaczysz chyba,
że chcesz ten wodospad oglądać z różnych stron, to bardzo proszę.
Moje dziecko staje się nerwowe i
bardzo by chciało już stąd „prysnąć”. Gdy wyjeżdżaliśmy z domu, temperatura na
dworze była niska, Michał założył bluzkę z długim rękawem, długie spodnie,
skarpetki, kryte buty. Teraz jest znacznie cieplej i on zaczyna się w tym
wszystkim gotować.
- Misiu, jak dasz mi jeszcze zobaczyć
ten drugi wodospad i zrobić zdjęcia tych pięknych krzaków, to zaraz Ci kupię
lżejsze ubranie. Obiecuję.
- Na tym pustkowiu nie ma żadnych
sklepów, a już na pewno nie odzieżowych. A takie krzaczory są tu wszędzie.
Rzucam się pędem zobaczyć drugi
wodospad, nim moje dziecko ugotuje się „na twardo”.
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które
robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big
Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W
drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest
też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla
przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz