poniedziałek, 11 maja 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Narodowy Park Wulkanów

Do porządnego sklepu spożywczego mamy 26 mil, ale do wjazdu na teren Hawai`i Volcanoes National Park zaledwie jedną milę. To pokazuje, jak Dużą Wyspę zdominowały wulkany. Zajmują one ogromną jej część, dlatego – pomimo, że powierzchnia Big Island jest większa niż wszystkich wysp hawajskich razem wziętych – mieszka tu zaledwie 10 procent Hawajczyków. W sumie na wyspie znajduje się pięć wulkanów. Poza wymienionymi przeze mnie Kilauea i Mauna Loa do powstania wyspy przyczyniły się jeszcze trzy inne: najwyższy wulkan na Hawajach i jeden z najwyższych na Ziemi o nazwie Mauna Kea,  trzeci na liście najmłodszych i najbardziej aktywnych Hualāla oraz jeden z najstarszych Kohala.

Podjeżdżamy do bramy wjazdowej. Pomimo, że nie dane nam będzie przemierzyć całej powierzchni parku, którą oblicza się na 130888 ha, to i tak zdecydowanie bardziej opłaca się wjechać na teren samochodem niż przemierzać go na piechotę. Amerykanie są mistrzami w zapewnianiu sobie komfortu, więc by dojechanie w pobliże atrakcji było opłacalne, w wielu miejscach już wjazd trzech osób dorosłych jest tańszy niż ich wejście.

Przy wjeździe dostaliśmy mapkę parku, żebyśmy po drodze nie zabłądzili. Jedziemy przed siebie. Droga Crater Rim Drive wiedzie przez las tropikalny, a następnie przez pustynię, porośniętą na przemian suchymi i zielonymi krzakami. Później dane nam będzie się przekonać, że taka różnorodność i zmienność krajobrazu nie należy na Dużej Wyspie do rzadkości. Wręcz przeciwnie: tu jest to norma.

Crater Rim Drive – pomimo, że biegnie obok wulkanu, w znacznej części przez obszary pustynne – jest drogą asfaltową, stanową, na której obowiązują przepisy o ruchu drogowym. Musimy uważać na znaki ograniczenia prędkości, bo nawet tu, na terenie parku możemy zostać ukarani mandatem. Wszędzie widzimy rangerów, którzy strzegą rezerwatu. Nie tylko oni pilnują tu porządku. Amerykanie – oczywiście z wieloma wyjątkami, potwierdzającymi regułę – wręcz chorobliwie przestrzegają przepisów.

Michał podsuwa mi pod nos mapkę. Ja chyba kiedyś z powodu nieokiełznania mojego jedynaka spowoduję wypadek. Palcem wskazuje na numer jeden. Muszę zawrócić. Pod jedynką kryje się jedyne zachowane biuro turystyczne – Kilauea Visitor Center – idealne miejsce, od którego zaczynają zwiedzanie blisko trzy miliony turystów, którzy co roku przyjeżdżają tu zobaczyć wulkany Kilauea i Mauna Loa. My też tak zrobimy. Musiałam z powrotem dojechać do bramy wjazdowej. Wchodzimy do budynku.

Kilauea Visitor Center przeszedł gruntowną modernizację w 2005 roku. Trudno nam to stwierdzić, bo na Hawajach jesteśmy pierwszy raz w życiu. Opieramy swoją wiedzę na informacjach, zamieszczonych w środku budynku i w przewodniku. Wnętrza centrum zostały odnowione i zainstalowano nowe ekspozycje.

Niektóre ekspozycje naprawdę są intrygujące. Znajdują się tu na przykład eksponaty, które pokazują formowanie się wyspy. Zostało ono pokazane jako życie – życie sensu largo, które przybywa na skrzydłach, z wiatrem i falą oceanu. Nie mogę się napić, żeby zrozumieć. Jestem w naszym towarzystwie jedynym kierowcą z uprawnieniami do prowadzenia wynajętego samochodu, ale postaram się Wam to wytłumaczyć. Na jałowe ziemie wulkaniczne życie przyszło w formie nasion, zarodników, insektów, pająków, ptaków i roślinek. Były one niesione przez wiatr, fale oceanu i migrujące ptactwo. Wiele gatunków zwierząt: płazy, gady, owady i prawie wszystkie ssaki lądowe nie dostały się na wyspy hawajskie, bo jeśli nawet zostały przywiezione przez żeglarzy nie zdołały się zadomowić w nowych warunkach.

No i tu mam problem. Gdzie na tej wyspie są insekty, pająki, ptaki? Na O`ahu też ich nie było. Głównym miejscem, gdzie na Hawajach roi się od robactwa są fora Internetowe i blogi niepoważnych ludzi, którzy straszą czymś, co w istocie nie istnieje. A tacy naiwni ludzie, jak my zabierają ze sobą kilka kilogramów środków odstraszających – insekty, nie ptaki, oczywiście – które będą musieli z powrotem zabrać do domu. Przewieźć ponad dwoma oceanami! Tak bardzo liczyliśmy, że zobaczymy tu ptactwo. Michał robi doskonałe zdjęcia ptaków w locie. Ma ich pokaźną kolekcję. Ten wyjazd miał być kolejnym polowaniem na nie z aparatem fotograficznym. I co? Najwyraźniej Amerykanie wytłukli robale co do jednego odnóża i biedne ptaki wyginęły, nie mając pożywienia. Hawaje to „sterylne” tropiki.

Całe szczęście, że z powodu braku czasu nie zawracaliśmy ludziom w Sanepidzie głowy naszymi szczepieniami. Moje dziecko naśmiewałoby się ze mnie do końca życia. Wystarczy, że jego ulubionym tematem najprawdopodobniej staną się te repelenty, które zajmują pół walizki :)

Następna wystawa przedstawia ekosystem: od morza do szczytu wulkanu. No to przynajmniej jest zrozumiałe. Jak mawia moje dziecko: „Ty to ogarniesz”. Rzeczywiście ekosystem jestem w stanie ogarnąć J. Dwa kroki dalej jest ekspozycja, przedstawiająca atrakcje i dźwięki lasu deszczowego. W ogrodzie zoologicznym w San Diego widzieliśmy gablotkę, w której były przedstawione produkty, pozyskiwane z tropikalnego lasu deszczowego. Gablotka była spora i zawierała wiele rzeczy, które towarzyszą nam w życiu codziennym, niektóre z nich przywracają nam zdrowie, a nawet ratują życie. Na co dzień nie zastanawiamy się, skąd pochodzą: kakao, pieprz Cayenne, gumka-myszka czy komponenty leku przeciwbólowego. Chinina, używana w leczeniu malarii jest pozyskiwana z kory drzewa cinchona, które rośnie w lasach tropikalnych Ameryki Łacińskiej i Afryki. Natomiast ze śmiertelnie trującej kory lian kurary, która służyła Indianom z Ameryki Południowej do zatruwania strzał przed polowaniem naukowcy wyodrębnili organiczny związek chemiczny alkaloid d-tubokurarynę, który wykorzystywany jest w leczeniu sklerozy rozsianej, choroby Parkinsona i wszelkich dysfunkcji mięśni. Gdyby nie roślinność lasów deszczowych Meksyku i Gwatemali, nie byłoby dwóch czynnych składników i tym samym środków antykoncepcyjnych. Gdyby nie lasy tropikalne w ogóle nie byłoby też jedzenia, środków kosmetycznych i higienicznych, ubrań. Dlatego zawsze tłumaczę mojemu synowi, że zanim walnie w kąt kolejną gumkę i poleci do sklepu po nową, powinien się zastanowić, czy nie przykłada ręki do niszczenia lasów równikowych. Proszę go, by rozejrzał się i zobaczył, ile rzeczy wokół wykonane jest z drewna, pochodzącego właśnie z lasów  tropikalnych: krzesło, na którym siedzi, papier, na którym pisze, pięknie zdobione meble. Drzewo tekowe, mahoń, palisander, balsa i drzewo sandałowe rosną w tych właśnie lasach. Powinien o nie dbać. Nie bujać się na krześle, nie kopać piłką w stół, nie wyrzucać zeszytu tylko dlatego, że okładka przedstawia motyw z „dziewczyńskiej kreskówki”. W takich chwilach mój syn idzie do swojego pokoju i … buch! Trzaska drzwiami. To jego cichy „protest-song”. Nie będą mu w jego domu robić propagandy i „prania mózgu”. Przecież na ogół las tropikalny jest odległym tematem, ale nie teraz. Teraz proszę syna, żeby poświęcił choć 5 minut na obejrzenie wystawy, ale zanim kończę zdanie, on znika. Rozpłynął się. Czyżby znów polinezyjskie czary-mary? Wychodzę przed budynek. Może wyszedł podziwiać wulkan. Nie ma go. Wracam do środka. Też go nie ma. Wyglądam na parking. Nie ma śladu. Wpadam do sklepiku. Jest, stoi przy kontuarze i coś kupuje. Co? Wolę nie wiedzieć. Wychodzę łyknąć świeże powietrze, choć w wielu przewodnikach ostrzegają, że wyziewy wulkaniczne są niedobre dla małych dzieci, kobiet w ciąży oraz osób z chorobami płuc i serca. Jakoś nic się ze mną nie dzieje, choć ta ostatnia przypadłość mnie dotyczy. W ogóle dobrze się tu czujemy i zaczynam żałować, że wynajęłam dom w tej części wyspy tylko na trzy dni. Jak sobie pomyślę, że moglibyśmy nie jechać na zachodnie wybrzeże, tylko pomieszkać tu przez cały okres, który spędzimy na Big Island, to zaczynam mieć pretensję sama do siebie

Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz