Do porządnego sklepu spożywczego mamy
26 mil, ale do wjazdu na teren Hawai`i Volcanoes National Park zaledwie jedną
milę. To pokazuje, jak Dużą Wyspę zdominowały wulkany. Zajmują one ogromną jej
część, dlatego – pomimo, że powierzchnia Big Island jest większa niż wszystkich
wysp hawajskich razem wziętych – mieszka tu zaledwie 10 procent Hawajczyków. W
sumie na wyspie znajduje się pięć wulkanów. Poza wymienionymi przeze mnie
Kilauea i Mauna Loa do powstania wyspy przyczyniły się jeszcze trzy inne:
najwyższy wulkan na Hawajach i jeden z najwyższych na Ziemi o nazwie Mauna Kea,
trzeci
na liście najmłodszych i najbardziej aktywnych Hualāla oraz jeden z
najstarszych Kohala.
Podjeżdżamy do bramy wjazdowej.
Pomimo, że nie dane nam będzie przemierzyć całej powierzchni parku, którą
oblicza się na 130888 ha, to i tak zdecydowanie bardziej opłaca się wjechać na
teren samochodem niż przemierzać go na piechotę. Amerykanie są mistrzami w
zapewnianiu sobie komfortu, więc by dojechanie w pobliże atrakcji było
opłacalne, w wielu miejscach już wjazd trzech osób dorosłych jest tańszy niż
ich wejście.
Przy wjeździe dostaliśmy mapkę parku,
żebyśmy po drodze nie zabłądzili. Jedziemy przed siebie. Droga Crater Rim Drive
wiedzie przez las tropikalny, a następnie przez pustynię, porośniętą na
przemian suchymi i zielonymi krzakami. Później dane nam będzie się przekonać,
że taka różnorodność i zmienność krajobrazu nie należy na Dużej Wyspie do
rzadkości. Wręcz przeciwnie: tu jest to norma.
Crater Rim Drive – pomimo, że biegnie
obok wulkanu, w znacznej części przez obszary pustynne – jest drogą asfaltową,
stanową, na której obowiązują przepisy o ruchu drogowym. Musimy uważać na znaki
ograniczenia prędkości, bo nawet tu, na terenie parku możemy zostać ukarani
mandatem. Wszędzie widzimy rangerów, którzy strzegą rezerwatu. Nie tylko oni
pilnują tu porządku. Amerykanie – oczywiście z wieloma wyjątkami,
potwierdzającymi regułę – wręcz chorobliwie przestrzegają przepisów.
Michał podsuwa mi pod nos mapkę. Ja
chyba kiedyś z powodu nieokiełznania mojego jedynaka spowoduję wypadek. Palcem
wskazuje na numer jeden. Muszę zawrócić. Pod jedynką kryje się jedyne zachowane
biuro turystyczne – Kilauea Visitor Center – idealne miejsce, od którego
zaczynają zwiedzanie blisko trzy miliony turystów, którzy co roku przyjeżdżają
tu zobaczyć wulkany Kilauea i Mauna Loa. My też tak zrobimy. Musiałam z
powrotem dojechać do bramy wjazdowej. Wchodzimy do budynku.
Kilauea Visitor Center przeszedł
gruntowną modernizację w 2005 roku. Trudno nam to stwierdzić, bo na Hawajach
jesteśmy pierwszy raz w życiu. Opieramy swoją wiedzę na informacjach,
zamieszczonych w środku budynku i w przewodniku. Wnętrza centrum zostały
odnowione i zainstalowano nowe ekspozycje.
Niektóre ekspozycje naprawdę są
intrygujące. Znajdują się tu na przykład eksponaty, które pokazują formowanie
się wyspy. Zostało ono pokazane jako życie – życie sensu largo, które przybywa
na skrzydłach, z wiatrem i falą oceanu. Nie mogę się napić, żeby zrozumieć.
Jestem w naszym towarzystwie jedynym kierowcą z uprawnieniami do prowadzenia
wynajętego samochodu, ale postaram się Wam to wytłumaczyć. Na jałowe ziemie
wulkaniczne życie przyszło w formie nasion, zarodników, insektów, pająków,
ptaków i roślinek. Były one niesione przez wiatr, fale oceanu i migrujące
ptactwo. Wiele gatunków zwierząt: płazy, gady, owady i prawie wszystkie ssaki
lądowe nie dostały się na wyspy hawajskie, bo jeśli nawet zostały przywiezione
przez żeglarzy nie zdołały się zadomowić w nowych warunkach.
No i tu mam problem. Gdzie na tej
wyspie są insekty, pająki, ptaki? Na O`ahu też ich nie było. Głównym miejscem,
gdzie na Hawajach roi się od robactwa są fora Internetowe i blogi niepoważnych
ludzi, którzy straszą czymś, co w istocie nie istnieje. A tacy naiwni ludzie,
jak my zabierają ze sobą kilka kilogramów środków odstraszających – insekty,
nie ptaki, oczywiście – które będą musieli z powrotem zabrać do domu. Przewieźć
ponad dwoma oceanami! Tak bardzo liczyliśmy, że zobaczymy tu ptactwo. Michał
robi doskonałe zdjęcia ptaków w locie. Ma ich pokaźną kolekcję. Ten wyjazd miał
być kolejnym polowaniem na nie z aparatem fotograficznym. I co? Najwyraźniej
Amerykanie wytłukli robale co do jednego odnóża i biedne ptaki wyginęły, nie
mając pożywienia. Hawaje to „sterylne” tropiki.
Całe szczęście, że z powodu braku
czasu nie zawracaliśmy ludziom w Sanepidzie głowy naszymi szczepieniami. Moje
dziecko naśmiewałoby się ze mnie do końca życia. Wystarczy, że jego ulubionym
tematem najprawdopodobniej staną się te repelenty, które zajmują pół walizki :)
Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży
przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej
podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście.
Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze
jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na
Hawaje".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz