piątek, 22 maja 2015

Zapiski z podróży na Hawaje - Jak dłużej posiedzę na Hawajach, to stanę się „oazą szczęścia i spokoju”.

Opuszczamy dom. Bardzo mi szkoda stąd wyjeżdżać. Tu jest pięknie, a niewiadomo, co zastaniemy na miejscu, w Kailua-Kona. Czasami zdjęcia w Internecie nie oddają rzeczywistego stanu wynajmowanego mieszkania.

Ostatnie sprawdzenie, czy nie zostawiliśmy czegoś w środku i już zatrzaskuję drzwi. Nie zostawię otwartych, jak Gail i Robert.

- Tu na pewno ktoś był. Ten mop stał w innym miejscu – mama ma pamięć fotograficzną. Jest montażystką filmową i potrafi w najdrobniejszych szczegółach odtworzyć obraz. Ja jej wierzę, że mop stał w innym miejscu, ale przecież sam nie pokonał tych kilku metrów. Ktoś tu musiał być, a nie było nikogo słychać.

- Chyba sprzątaczka tu była, ale jakaś niewidzialna. Pewnie czeka, aż sobie pojedziemy – mama czyta w moich myślach.

- Mamo, coś Ty najlepszego zrobiła? Zatrzasnęłaś drzwi? Jak ja teraz umyję ręce? – Michał się denerwuje, nie mogąc otworzyć drzwi do domu. Wszystkie drzwi pozamykałam, bo nie wiedziałam, że ktoś się tu kręci. Poza tym i tak bym je zamknęła. A skąd mam wiedzieć, czy to sprzątaczka, a nie złodziej?

- Chodź, pod tarasem jest kran z wodą. Tam umyjesz ręce.

Nie chcę mu mówić, że jest tam szlauch, ale niestety, już go zobaczył i właśnie stwierdził, że zwariowałam.

- No, nie, dziękuję. Nie muszę myć rąk.

MANA. Aia no i ka mea e mele Ana – powtarzam sobie siedem praw huny – Moc pochodzi z wnętrza. PONO. Ike ‘ia no ka loea i ke kuchu – Prawda zawiera się w rezultacie. Najspokojniej w świecie biorę ręce Michała i opłukuję je wodą ze szlauchu. Jak dłużej posiedzę na Hawajach, to stanę się „oazą szczęścia i spokoju”.

Najpierw jedziemy do Hilo. Cały dzień będziemy w trasie, więc postanowiliśmy po drodze trochę pozwiedzać. W Hilo są dwa ciekawe miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć: Ogród Japoński i Kokosową Wyspę.

Jedziemy samochodem. Michał nadal się boczy, bo umyłam jego ręce zimną wodą, w dodatku nie z kranu.

- Chyba chcesz, żebym się przeziębił. Tu jest chłodno, a Ty mnie myjesz zimną wodą.

A to dobre! Czyli jak on wyskakuje zimą w rozpiętej kurtce i bez czapki na głowie oraz szalika na szyi, to wtedy wszystko jest w porządku, wtedy się nie przeziębia? Tylko, dlaczego zawsze po takich „wyczynach” choruje? A jak ja mu opłukałam ręce – OK., przyznaję –  zimną wodą, ale nie na mrozie, tylko przy jakiś 17°C, to już ma duży problem. Jest przecież ubrany odpowiednio do temperatury: długie dżinsy, bluzka z długim rękawem. Na pewno się pochoruje, już to widzę. Jestem w myślach zgryźliwa.

Dojeżdżamy bez problemu do japońskiego ogrodu. Liliuokalani Gardens mieszczą się obok Kokosowej Wyspy, na Banyan Dr Hilo, HI 96720.

Liliuokalani Gardens nazwano na cześć hawajskiej monarchini. Park, którego są częścią został zaprojektowany w 1900 roku na wzór ogrodów japońskich, by uhonorować – a jakże – japońskich imigran  tów. Park utrzymany jest w stylu Edo (tak nazywało się miasto Tokio w latach 1603 – 1868). Jest największym takim ogrodem poza Japonią. Pośrodku parku znajduje się staw Waihonu z licznymi mostkami, wysepkami, altankami i pagodami. Rosną w nim wierzby płaczące (zupełnie, jak w Polsce), liczne azalie, gdzieniegdzie widzimy polanki bambusów i akry soczyście zielonej trawy.


Wróciliśmy do Tori, tradycyjnej japońskiej bramy. Robię Michałowi pamiątkowe zdjęcia. Łaskawie pozuje. O, Boże, chyba przed chwilą się uśmiechnął. Sprawdzam. Tak, utrwaliłam uśmiech na twarzy mojego syna. To chyba nie jest tak źle. Może zaczęło mu się tu podobać. 

Powyższy tekst jest częścią moich zapisków, które robiłam w trakcie podróży przez Londyn na trzy hawajskiej wyspy: Oahu, Big Island i Maui. O tej podróży na Hawaje napisałam książkę, zatytułowaną „W drodze po szczęście. Zapiski z podróży”, dostępną na www.wydaje.pl. Tam jest też dostępny jeszcze jeden tytuł "Stan Miłości. Poradnik dla przygotowujących się do wyjazdu na Hawaje". 


 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz